Biegi charytatywne to często sztampowe wydarzenia z nudnymi samochodami. Ale Wings for Life World Run w Poznaniu pokazało, że logistyka może mieć duszę. A kiedy za kierownicą jednego z pościgowych ID. Buzzy zasiada Adam Małysz, robi się naprawdę gorąco.

Uwielbiam biegi, w których linia mety jest ruchoma. To nie jest typowe „przebiegnij 10 km i weź medal”. Tutaj każdy walczy z samochodem, który wyznacza granicę. A kiedy tym samochodem okazuje się elektryczny Volkswagen ID. Buzz, a za jego kierownicą siada legendarny skoczek narciarski, muszę to odnotować na blogu. Poznań po raz kolejny udowodnił, że jest gotów na sportowe wydarzenia światowego formatu.

Nie da się ukryć, że 11 maja 2026 roku to była data, która na długo zostanie w pamięci uczestników. Na trasę wybiegło 8 tysięcy osób, a całość wpisowego tradycyjnie trafiła do fundacji Wings for Life. Cel? Badania nad leczeniem urazów rdzenia kręgowego. To nie jest zwykła działalność charytatywna – to misja, która dosłownie ma przywrócić ludziom możliwość chodzenia.

Pościg, który miał sens. Dlaczego ID. Buzz był gwiazdą trasy?

W większości biegów samochody pościgowe to zwykle pomijany detal techniczny. Tutaj Volkswagen Samochody Dostawcze podszedł do tematu z pełną powagą. Flota operacyjna była imponująca, ale prawdziwymi bohaterami okazały się dwa egzemplarze elektrycznego ID. Buzza. To one wyznaczały rytm i decydowały o tym, kiedy kończy się marzenie kolejnego biegacza. Za kierownicą jednego z nich zasiadł Adam Małysz, co dla fanów sportów motorowych i zimowych było absolutnym strzałem w dziesiątkę. Małysz sprawdził się w roli kierowcy pościgowego po raz kolejny, a jego obecność znacząco podniosła prestiż wydarzenia.

Organizacja takiego biegu to logistyczne wyzwanie, któremu zwykły bus nie dałby rady. Multivany i Caravelle zajmowały się transportem ekipy organizacyjnej i wolontariuszy, Amarok (którego notabene bardzo brakuje na rynku po zakończeniu produkcji) dbał o bezpieczeństwo na trasie, Transportery Furgon obsługiwały punkty żywnościowe, a Craftery przewoziły sprzęt techniczny i zaplecze medyczne. To pokazuje, że gama Volkswagena samochodów dostawczych potrafi zamknąć cały łańcuch potrzeb – od przewozu krzesełek po ratowanie życia.

Ogórek OZN, bariery i biegaczka, która zmiotła konkurencję

Nie mogło zabraknąć akcentów społecznych, które w tego typu imprezach lubię najbardziej. W strefie ekspozycji Volkswagen pokazał modele przystosowane do przewozu osób z niepełnosprawnościami – konkretnie Caddy, Caravelle oraz Multivan ze specjalnymi rozwiązaniami transportowymi. To ważne, bo często zapominamy, że „mobilność dla każdego” to nie slogan, tylko realna potrzeba tysięcy Polaków. Obok tych nowoczesnych aut stał prawdziwy klasyk – Volkswagen T2 z 1978 roku, nazywany „Ogórkiem OZN”. Jego właściciele przemierzają Polskę, promując aktywne włączanie osób z niepełnosprawnościami w życie zawodowe. Szacunek za takie podejście, bo tutaj teoria spotyka się z praktyką na czterech kołach.

Jeśli chodzi o sportową rywalizację, wyniki mówią same za siebie. Polska edycja nie miała się czego wstydzić na tle świata. Zwycięzca Dariusz Nożyński pokonał dystans 67,96 km, osiągając drugi wynik na świecie. To pokazuje, jak niesamowicie silna jest polska amatorska scena biegowa. W barwach marki pobiegła Monika Brzozowska, która w zeszłym roku była druga wśród kobiet globalnie. W tym roku poprawiła wynik – 52,06 km dało jej pierwsze miejsce w Polsce i czwarte na świecie. Piotr Łakomy, dyrektor marki Volkswagen Samochody Dostawcze, podkreślił, że mobilność to wartość, którą rozumieją dosłownie. I faktycznie – trudno się z nim nie zgodzić, patrząc na zaangażowanie floty.

Share.