Ford Fiesta Mk7 to prawdziwy fenomen, motoryzacyjne „być albo nie być” dla Forda w segmencie B. Kiedy wjechał na salony, jego stylistyka „Kinetic Design” wyglądała jak żywcem wyjęta z konceptu, deklasując wizualnie całą nudnawą konkurencję. Szybko stał się europejskim bestsellerem, autem wybieranym przez rodziny, singli, szkoły jazdy i, co najgorsze dla rynku wtórnego, przez floty. To właśnie ten ostatni scenariusz budzi największe demony. Co się dzieje, gdy taki stylowy maluch trafia w bezduszne tryby firmowej eksploatacji? Bierzemy na warsztat specyficzny egzemplarz: białą Fiestę z 2011 roku, z przebiegiem 146 tysięcy kilometrów, która służyła jako wół roboczy w wersji N1 z kratką. Najciekawsze jest jednak to, że w przeciwieństwie do większości flotowców tamtej epoki, napędzanych oszczędnymi Dieslami, ten egzemplarz ma pod maską benzynę. Jednostkę teoretycznie mało oszczędną, co sprawia, że jest prawdziwym rodzynkiem na rynku wtórnym – autem nie dla każdego, ale o unikalnym, trwałym charakterze.
Testowany model to podręcznikowy przykład motoryzacyjnego ascety; dowód na to, jak księgowy potrafi wykastrować samochód z wszelkiej „radości posiadania” na rzecz czystej funkcji. Z zewnątrz to wciąż ta sama, zgrabna Fiesta Mk7, która stylistycznie nie zestarzała się przesadnie. Jednak jej flotowy, biały lakier i blizny po parkingowych bitwach nie pozostawiają złudzeń co do jej przeszłości. Pod maską drzemie legendarna jednostka 1.25 Duratec, ale to wnętrze jest prawdziwym festiwalem kontrastów. Mamy tu pancerne serce o japońskim rodowodzie, opakowane w najtańszy, najtwardszy plastik, jaki dało się znaleźć w magazynach Forda. I tu niespodzianka: ten konkretny egzemplarz został trochę „porobiony”. Ktoś zainwestował w filtr powietrza K&N, sprężyny Eibach, układ wydechowy MG Motorsport oraz felgi OZ Racing. To dodatki, które idealnie łączą się z wysokoobrotowym charakterem silnika o rodowodzie Yamahy, niespodziewanie przywracając flotowemu wołowi roboczemu odrobinę sportowego ducha. Przyjrzyjmy się głębiej, co 146 tysięcy kilometrów harówki zrobiło z tym autem i ile faktycznie dały modyfikacje. Zapraszam do kolejnego testu z cyklu #kluczowa10.
