Kiedy wydaje się, że polska polityka osiągnęła już absolutne dno absurdu, posłowie postanawiają udowodnić, że potrafią kopać jeszcze głębiej. Zamiast zajmować się realnymi problemami, z którymi na co dzień borykają się obywatele, politycy postanowili przenieść stadionowe trybuny prosto do gmachu parlamentu. Utworzenie specjalnego zespołu, którego jedynym celem jest wspieranie trzech konkretnych klubów piłkarskich, brzmi jak wyjątkowo ponury żart z podatników. Trudno uwierzyć, że w obliczu szalejących cen i problemów ze służbą zdrowia, przedstawiciele narodu uznają kibicowanie za priorytet swojej działalności.
To kuriozalne zjawisko pokazuje, jak bardzo niektórzy politycy są dziś bezczelnie oderwani od naszej szarej, codziennej rzeczywistości. Oczekujemy od nich tytanicznej pracy nad ustawami i naprawiania państwa, a w zamian otrzymujemy oficjalny fanklub tworzony za państwowe pieniądze. Najwyraźniej brakuje im w Sejmie znacznie ciekawszych zajęć, skoro chętnie znajdują czas na formalizowanie swoich piłkarskich pasji.
Wielka Triada na Wiejskiej czyli politycy w roli ultrasów
Wspomniany Parlamentarny Zespół ds. Wspierania Arki Gdynia, Lecha Poznań i Cracovii został powołany w lutym przez trzech posłów Prawa i Sprawiedliwości. Inicjatorzy, czyli Zbigniew Hoffmann, Mariusz Krystian oraz Michał Kowalski, reprezentują regiony odpowiadające słynnej „Wielkiej Triadzie”, czyli jednej z najsilniejszych zgód kibicowskich w Polsce. Wychodzi na to, że miłość do tych klubów potrafi połączyć nawet polityków, a przynajmniej stanowi świetne narzędzie do zbijania taniego kapitału na środowiskach kibicowskich. W oficjalnym dokumencie panowie wpisali sobie takie górnolotne cele jak promocja klubów, współpraca z ich władzami czy wspieranie patriotycznych inicjatyw trybun. Szybko pojawia się jednak logiczne pytanie, czy polski Sejm to naprawdę właściwe miejsce na zakładanie kółek zainteresowań dla fanów Ekstraklasy. Zamiast pracować nad ważnymi reformami, politycy wolą kreować się na stadionowych herosów w drogich garniturach.
Pieniądze i efekty pracy czyli wielkie sejmowe nic
Gdy tylko słyszymy o tego typu dziwnych inicjatywach, natychmiast zapala się nam czerwona lampka dotycząca marnotrawienia naszych podatków. Na szczęście przepisy mówią jasno, że za samo uczestnictwo w zespołach parlamentarnych posłowie nie pobierają żadnego dodatkowego wynagrodzenia. Nie zmienia to jednak faktu, że ci ludzie co miesiąc inkasują z budżetu państwa potężne pensje i diety, a ich cenny czas w Sejmie finansujemy my wszyscy. Co zatem udało im się osiągnąć od momentu hucznego założenia tego tworu? Absolutnie nic! Jak przyznał wprost jeden z założycieli, do tej pory zespół nie odbył ani jednego oficjalnego posiedzenia. Trzech dorosłych, świetnie opłacanych posłów założyło sobie parlamentarny fanklub, po czym nawet nie znaleźli luki w kalendarzu, żeby się w jego ramach w ogóle spotkać. To skrajnie bulwersujące i udowadnia, że cała ta akcja to jedynie prymitywna zagrywka pod publiczkę, a nie szczera chęć systemowego wsparcia polskiego sportu.