Rynek motocykli średniej pojemności w Polsce staje się coraz bardziej zatłoczony. Każdy producent chce wrzucić swojego „kompaktowego turystyka” za rozsądne pieniądze. Suzuki jednak postanowiło pójść o krok dalej.
Przyzwyczaiłem się już, że Japończycy rzadko rzucają na rynek totalne nowości. Wolą ewolucję niż rewolucję. Suzuki SV-7GX to jednak model, który wygląda na przemyślany od deski do deski. Premiera przewidziana na 2026 rok, a już latem maszyny mają trafić do polskich salonów. To szybkie wprowadzenie, które może zaskoczyć konkurencję, zwłaszcza przy cenie od 34 900 zł.
Japońska fabryka doskonale wie, czego oczekuje współczesny motocyklista. Nie tylko solidnego silnika, ale także nowoczesnych gadżetów i komfortu na co dzień. SV-7GX ma to wszystko, ale cieszy mnie szczególnie jedna rzecz – w przeciwieństwie do wielu tańszych konkurentów, ten sprzęt nie przyjeżdża do nas z Indii czy Chin. Trafia prosto z Japonii. Dla purystów to wciąż ma znaczenie.
Silnik, skrzynia i quickshifter. To nie jest już nudne Suzuki
Sercem nowego modelu jest dwucylindrowy silnik V-twin o pojemności 645 cm3. Dla mnie osobiście to złoty środek. Ani za dużo, żeby bać się otworzyć przepustnicę w deszczu, ani za mało, żeby nudzić się na trasie. Moc wynosi 73 KM, a sterowanie przepustnicą odbywa się za pomocą systemu ride-by-wire. To ostatnie jest kluczowe – pozwala precyzyjnie modulować moc i oszczędzać paliwo, ale przede wszystkim daje możliwość wdrożenia zaawansowanych systemów kontroli trakcji. Do tego dołożono 6-stopniową skrzynię biegów oraz dwukierunkowy quickshifter. Dla niewtajemniczonych: quickshifter pozwala zmieniać biegi w górę i w dół bez używania sprzęgła i zamykania przepustnicy. W jeździe sportowej to rewelacja, ale w korkach również docenicie wygodę.
Nie jest to może moc porównywalna z litrowymi potworami, ale przy masie własnej, która (oby) nie przekroczyła 190 kg, 73 KM wystarczy, żeby oderwać przednie koło na jedynce. I co ważne – V-twin od Suzuki słynie z niezawodności. W poprzednich generacjach silniki te przejeżdżały setki tysięcy kilometrów bez większych awarii. Liczę, że tutaj będzie podobnie.
Kanapa na poziomie 795 mm i japonki w roli głównej. Czy to touring dla niskich?
Jednym z kluczowych aspektów w motocyklach typu touring (nawet tych kompaktowych) jest wysokość kanapy. Siedzenie zamontowano na wysokości 795 mm. Dla porównania: konkurencyjne maszyny często mają 810-820 mm. To oznacza, że SV-7GX jest przyjazny dla niższych kierowców, ale też dla tych, którzy po prostu cenią sobie pewność podczas ruszania spod świateł. Sam mam 178 cm wzrostu i taki poziom to ideał – nie garbię się jak na cruiserze, ale też nie balansuję na czubkach palców.
Jeźdźcy docenią także oświetlenie LED w pełnej krasie (światła do jazdy dziennej, mijania i drogowe) oraz 4,2-calowy wyświetlacz TFT w kokpicie. Suzuki nie próbuje tutaj konkurować z tabletami wielkości iPada, ale czytelność w słońcu powinna być lepsza niż w starych, monochromatycznych LCD. Na uwagę zasługuje też tylny bagażnik zintegrowany z ramą. Nie ma nic gorszego niż przykręcanie dodatkowych półek na kuferek, które później trzęsą się na każdej dziurze. Tutaj bagażnik jest sztywną częścią konstrukcji – to dobrze wróży na dłuższe wyprawy. Do tego pakiet systemów wspomagających jazdę, czyli pełen S.I.R.S (Suzuki Intelligent Ride System).
Kolory i dostępność. Biały przyjdzie z opóźnieniem
Suzuki nie rzuca od razu całej palety barw na stół. W pierwszej kolejności w salonach pojawią się motocykle w kolorach: niebiesko-białym, czarnym oraz piaskowym (matowym). Ten ostatni to strzał w dziesiątkę – matowe wykończenia są teraz bardzo modne, szczególnie wśród fanów stylu „scrambler” lub militarnych akcentów. Dopiero późną jesienią do oferty dołączy wersja SV-7GX Pearl Brilliant White, czyli całkowicie biała. Moim zdaniem to błąd, bo biały motocykl na tle czarnych i szarych asfaltów wygląda obłędnie i jest lepiej widoczny. Może jednak Suzuki testuje popyt i czeka z białą farbą na lepsze czasy.
Podsumowując, 34 900 zł za japońskiego V-twina z quickshifterem, pełną elektroniką i fabrycznym bagażnikiem to bardzo kusząca propozycja. Ba, to wręcz cena, która może namieszać w segmencie. Konkurencja (głównie Yamaha MT-07, Honda CB750 Hornet) nie śpi, ale pochodzenie z Japonii i wysokość kanapy mogą być argumentami nie do przebicia. Czekam na pierwsze jazdy testowe, aby sprawdzić, czy w praktyce jest tak dobrze, jak na papierze.