Ja niestety, nie miałem wyboru i zostałem wrzucony na minę o nazwie Velo Bank. Wszystko zaczęło się w czerwcu, kiedy to Citibank, w związku ze swoją restrukturyzacją, przeniósł swoich klientów detalicznych właśnie tam. Konto w Citi założyłem w marcu tego roku, żeby skorzystać z fajnej promocji: za płatności kartą miałem dostać najpierw 200 zł, a potem przez kolejne pięć miesięcy po 100 zł zwrotu, plus punkty w programie Mastercard Bezcenne Chwile. Przejście do Velo Banku to najgorsze, co mnie w tym roku spotkało.

Znikająca promocja i opłaty z kosmosu

Z początku wszystko szło zgodnie z planem. Pierwszą kwotę w wysokości 200 zł otrzymałem 22 maja, a drugą – 100 zł – 8 czerwca. Teoretycznie, kolejną stówkę powinienem zainkasować 8 lipca. Co się stało po przymusowej migracji do Velo Banku? Promocja wyparowała, a przelewy na moje konto przestały spływać. Zamiast nagrody, bank postanowił mnie „nagrodzić” inaczej.

Już 12 czerwca pobrano mi 12 zł opłaty za kartę. Problem w tym, że w umowie z Citibankiem ta karta miała być całkowicie bezpłatna przez pierwsze 24 miesiące. Kiedy 21 czerwca zorientowałem się w sytuacji, od razu napisałem do banku z żądaniem wyjaśnień. Jednak nikt nie raczył odpisać na moją wiadomość. Więc po ponad tygodniu oczekiwania postanowiłem zadzwonić do banku. Kiedy w końcu dodzwoniłem się na infolinię, pani po drugiej stronie słuchawki nie miała zielonego pojęcia o mojej promocji, ale za to wiedziała o opłacie za kartę i stwierdziła, że pieniądze zostaną zwrócone. Tylko kiedy? Łaskawa odpowiedź na moją wiadomość tekstową nadeszła z banku dopiero 9 lipca z informacją, że oni też wiedzą o błędzie, przepraszają i zwrócą pieniądze. Minął już jednak ponad miesiąc, a pieniądze nie zostały zwrócone. Czy to aż tak trudne, zwrócić bezpodstawnie pobrane pieniądze, dobrze wiedząc o swoim błędzie?

Aplikacja, która nie działa: VeloPhone i Bezcenne Chwile

Będąc na infolinii 21 czerwca, poprosiłem o aktywację usługi VeloPhone. To w teorii świetne rozwiązanie – klikasz w aplikacji, łączysz się z konsultantem i jesteś od razu zweryfikowany, bez żmudnego podawania danych. Pani zapewniła mnie, że zrestartowała system i wszystko będzie działać. Dzisiaj mamy 15 lipca. Kiedy klikam „Aktywuj”, system chwilę mieli, po czym wypluwa radosny komunikat: „Przepraszamy, coś poszło nie tak. Nie możemy załadować danych”. Rewelacja.velo-problem-bezcenne-chwile Lepiej dostać rzeżączki niż przejść do Velo Banku

Podczas tej samej rozmowy zgłosiłem zniknięcie mojej karty z programu Mastercard Bezcenne Chwile. Karta po prostu wyparowała z systemu po migracji, przez co nie mogę zbierać punktów, a ponowne jej dodanie też nie jest możliwe. Pani na infolinii obiecała, że problem zostanie załatwiony w ciągu dwóch, maksymalnie trzech dni od naszego kontaktu (21 czerwca). Mamy połowę lipca. Minęły tygodnie, a karta nadal nie jest podpięta. Nikt się ze mną w tej sprawie nie skontaktował, punkty bezpowrotnie uciekają, a obietnice infolinii okazały się nic niewarte.

To nie o 12 złotych chodzi, a o zasady i odsetki

Nie zrozumcie mnie źle – nie płaczę nad dwunastoma złotymi, bo to nie jest fortuna. Spójrzcie na to jednak z innej strony. Założenie nowej aplikacji tylko po to, by ciągle pilnować konta po migracji, nie jest takie proste. Załóżmy, że planuję budżet: wydam z karty kredytowej 250 zł (przekraczając wymagane w promocji 200 zł). Zakładam, że bank odda mi 100 zł w ramach bonusu, więc sam z własnej kieszeni spłacam tylko 150 zł.

Robię przelew na 150 zł, ale promocja od banku nie przychodzi. Dodatkowo bank kradnie mi 12 zł za darmową kartę. Nagle mój budżet się nie spina, a na karcie kredytowej powstaje niedopłata w wysokości 112 zł. Bank bez skrupułów zacznie naliczać od tego odsetki. Przypominam, że maksymalne oprocentowanie na kartach kredytowych wynosi obecnie w Polsce 18,5% w skali roku. Te drobne kwoty zaczną się kumulować, w kolejnym miesiącu znowu nie dostanę promocyjnej stówki (kolejne 100 zł do długu), wejdą odsetki od niespłaconego kapitału, a zadłużenie będzie rosło bez mojej winy.

Nowa definicja słowa „Velo”

Velo Bank reklamuje się hasłem „Bank jeszcze bardziej Velo”. Wiecie co? Może faktycznie słowo „velo” idealnie oddaje ten stan rzeczy. Powinno na stałe wejść do naszego słownika jako określenie czegoś beznadziejnego, niedobrego i totalnie zepsutego.

Byliście nad polskim morzem, przez cały tydzień lało, a w smażalni zamiast dorsza dostaliście odgrzewanego plamiaka? Ktoś pyta jak było? Odpowiadacie krótko: Velo. Nie trzeba nic więcej dodawać.

Może znacie kogoś, komu w życiu nic nie wychodzi, widzi problemy tam, gdzie inni widzą rozwiązania, a jak dotknie się do naprawy, to zepsuje jeszcze bardziej? Taki nieogarnięty, mówiąc wprost głupi człowiek. Kto to jest? Człowiek Velo.

Kupiliście od handlarza Mirka „perełkę”, która po tygodniu wyzionęła ducha na autostradzie? Zamiast rzucać mięsem, wystarczy westchnąć: samochód był Velo.

A Wy co sądzicie? Czy Wy też mieliście takie przejścia z Velo Bankiem i czy jesteście zadowoleni z tej przymusowej migracji? A może jesteście starymi klientami w Velo, nikt Was na siłę nie przenosił z Citi i macie święty spokój? Dajcie znać w komentarzach, bo zaczynam się zastanawiać, czy tylko ja mam takiego pecha!

Share.
2.5 2 votes
Oceń artykuł!