Wczorajszy wieczór w Arenie Sosnowiec na długo zapisze się w pamięci wszystkich fanów mieszanych sztuk walki oraz uderzanych formuł stójkowych. Połączone siły federacji RFA oraz ZHS po raz trzeci dostarczyły widowisko, które wciągnęło kibiców od pierwszej do ostatniej sekundy. Organizacja takiego wydarzenia w samym sercu Zagłębia to zawsze strzał w dziesiątkę, co udowodniły wczoraj pękające w szwach trybuny i niesamowity, wręcz ogłuszający doping. Atmosfera na hali przypominała istny kocioł, a zawodnicy zrobili absolutnie wszystko, aby zrewanżować się zgromadzonej publiczności za tak wspaniałe przyjęcie.
Sama karta walk została skonstruowana w taki sposób, aby każdy sympatyk sportów uderzanych i parterowych znalazł tam coś w sam raz dla siebie. Zestawienie doświadczonych wyjadaczy z niesamowicie obiecującymi debiutantami zapewniło gigantyczną dynamikę i mnóstwo nieoczekiwanych zwrotów akcji w samej klatce. Nie zabrakło potężnych nokautów, twardych wymian ciosów w stójce oraz żelaznej woli walki, która momentami w sposób wręcz brutalny potrafiła zadecydować o ostatecznym wyniku poszczególnych starć.
Walka wieczoru pełna zwrotów akcji i świetny debiut Kruszyny
Najwięcej skrajnych emocji budziło oczywiście główne starcie całego wydarzenia, w którym mocno wspierany lokalny bohater, Adrian „Ares” Błeszyński, skrzyżował rękawice z Františkiem Purašem w niezwykle brutalnej formule K-1. Walka od samego początku była niesamowicie zacięta, obaj panowie zostawili w klatce potężną ilość zdrowia, bezustannie wymieniając ciężkie ciosy w małych rękawicach, które tylko potęgowały destrukcyjną siłę uderzeń. Ostatecznie, po bardzo twardym i nad wyraz wyrównanym pojedynku, sędziowie punktowi jednogłośnie wskazali na zasłużone zwycięstwo reprezentanta Słowacji. Piorunujące wrażenie na wszystkich zgromadzonych kibicach zrobił również debiutujący na zawodowej scenie MMA Maksymilian „Kruszyna” Król, który już w drugiej rundzie posłał na deski Martina Szilagyui przez brutalne TKO. Jego wczorajszy występ doskonale pokazał, że drzemie w nim wręcz gigantyczny potencjał, a absurdalnie mocna siła ciosu w kategorii ciężkiej potrafi w ułamku sekundy zakończyć nawet najbardziej wyrównany bój.
Spektakularne nokauty i bardzo mocne wsparcie z trybun
Wczorajsza gala to jednak nie tylko najważniejsze walki wieczoru, ale też genialne wręcz występy zawodników na karcie głównej oraz wstępnej, które skutecznie podgrzewały atmosferę na hali. Hubert Łąkowski ostatecznie udowodnił wszystkim, że posiada w pięściach prawdziwe kowadło, pokonując Nino Baliara przez techniczny nokaut już w pierwszej rundzie ich niezwykle szybkiego, bokserskiego starcia. Z kolei niezwykle zdeterminowany Hubert Marcisz, po bardzo trudnej i mocno wyczerpującej fizycznie walce z Tomášem Zuštiakiem, dopisał do swojego konta kolejne bardzo cenne zwycięstwo zgarnięte przez jednogłośną decyzję sędziowską. Warto również wyraźnie podkreślić, że całe to wydarzenie było kapitalnym ukoronowaniem „sportowej soboty” w Sosnowcu, a na trybunach niezwykle licznie zgromadzili się sympatycy lokalnego Zagłębia oraz warszawskiej Legii, tworząc wspólnie niesamowicie głośną i wręcz fanatyczną atmosferę. To właśnie to ogromne, bezustanne wsparcie zgromadzonej publiczności niosło walczących zawodników, sprawiając finalnie, że gala RFA 28 na zawsze zapadnie w naszą pamięć jako jedno z najgorętszych i najbardziej udanych sportowych wydarzeń tego roku w całym regionie.