Jeśli myślałeś, że w profesjonalnej piłce nożnej widziałeś już wszystkie możliwe przekręty, to znaczy, że nie śledzisz dokładnie tego, co dzieje się na Pucharze Narodów Afryki. Powiedzenie „Afryka to stan umysłu” właśnie zyskało zupełnie nowy, absurdalny wymiar. Reprezentacja Senegalu, która wywalczyła mistrzostwo na boisku po niesamowitych emocjach, została oficjalnie pozbawiona tytułu. Puchar ostatecznie trafia w ręce gospodarzy turnieju, czyli Maroka. Jak do tego doszło? Oczywiście w zaciszu klimatyzowanych gabinetów, przy zielonym stoliku oficjeli CAF, bo na murawie Marokańczycy nie potrafili wykorzystać nawet kuriozalnego prezentu od sędziego w doliczonym czasie gry.

Wszyscy doskonale pamiętamy, co wydarzyło się w samym finale. Mamy 90. minutę z hakiem, na tablicy wyników widnieje 0:0, a gospodarze za wszelką cenę próbują przepchnąć zwycięstwo u siebie. Nagle, po długiej interwencji systemu VAR, sędzia dyktuje rzut karny dla Maroka za rzekomy faul na Brahimie Diazie. Ten karny, powiedzmy to wprost bez owijania w bawełnę, był po prostu wyciągnięty z kapelusza. Frustracja Senegalczyków sięgnęła zenitu do tego stopnia, że trener Pape Thiaw nakazał swoim piłkarzom zejść do szatni na znak protestu przeciwko sędziowskiemu złodziejstwu. Mecz został przerwany na blisko kwadrans, tworząc niespotykany dotąd w finałach chaos. Kiedy Lwy Terangi w końcu dały się przekonać do powrotu na murawę, do jedenastki podszedł sam Diaz. W najważniejszym momencie całego turnieju, mając na tacy mistrzostwo dla swojego kraju, gwiazdor Realu Madryt spróbował strzelić „Panenką”. Zrobił to jednak tak fatalnie i lekko, że bramkarz Edouard Mendy ze stoickim spokojem złapał piłkę w zęby, a cały świat łapał się za głowę.

Jak nie idzie na boisku, to idzie w gabinetach

Senegalczycy, totalnie wkurzeni całą tą farsą, wyszli na dogrywkę napędzani czystą, sportową złością. W 94. minucie Pape Gueye załadował bramkę na 1:0, a Senegal wygrał i w pełni zasłużenie podniósł puchar. Cieszyli się jak dzieci z drugiego trofeum w historii, ale Marokańska Federacja Piłkarska najwyraźniej nie potrafiła przełknąć tej gorzkiej pigułki. Szybko zaczęto wertować regulaminy i przypomniano sobie o artykułach 82 i 84, które mówią o tym, że opuszczenie boiska w ramach protestu oznacza walkower. Choć początkowo Komisja Dyscyplinarna CAF odrzuciła ich wnioski, to ostatecznie Komisja Odwoławcza właśnie wywróciła wszystko do góry nogami i przyznała gospodarzom pełną rację. Na podstawie najnowszego, oficjalnego oświadczenia władz afrykańskiej piłki, wynik finału został bezlitośnie zweryfikowany jako 3:0 dla Maroka.

Papierowe mistrzostwo, które niszczy futbol

To jest po prostu cyrk na kółkach i naplucie w twarz kibicom. Najpierw usilnie próbowano załatwić Maroku puchar w trakcie meczu niesłusznym rzutem karnym, z którym sam faulowany gracz nie potrafił sobie poradzić. Skoro więc nie udało się przepchnąć gospodarzy na murawie, zrobiono to bez mrugnięcia okiem kilka tygodni później przy zielonym stoliku. Senegalczycy zostali brutalnie ograbieni z tytułu, który wywalczyli sercem, determinacją i potem, a Maroko zostaje „papierowym” mistrzem Afryki. Tego werdyktu nie da się traktować poważnie, a cała ta sytuacja definitywnie niszczy resztki wiarygodności afrykańskiej federacji. Ten finał, obdarty ze sportowego ducha i sprawiedliwości, przejdzie do historii jako największy przekręt współczesnego futbolu.

Share.
0 0 votes
Oceń artykuł!
Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Komentarze w tekście
Zobacz wszystkie komentarze
0
Szanowny Kierowniku, daj znać, co myślisz i zostaw komentarz!x