Dla wielu fanów japońskiej motoryzacji nazwa Grandis kojarzy się z jednym z najlepszych minivanów lat 2000., który łączył kosmiczny design z niesamowitą praktycznością. Mitsubishi postanowiło odkurzyć ten szyld, ale nakleić go na zupełnie inny rodzaj nadwozia – kompaktowego SUV-a. Nowy Grandis, który właśnie debiutuje w cennikach, to kolejna odsłona współpracy w ramach sojuszu z Renault, co widać gołym okiem. Jednak Japończycy dorzucają do tego pakietu coś, co może przekonać nieprzekonanych: potężną, 8-letnią ochronę gwarancyjną i sprawdzony napęd 1.3 Turbo. To propozycja dla tych, którzy chcą europejskiego komfortu i technologii, ale wolą spać spokojnie dzięki japońskiemu podejściu do obsługi klienta.
Importer, Astara Poland, odkrył karty i podał ceny wersji benzynowej z układem Mild Hybrid. Startujemy od kwoty 120 500 zł za wersję Invite. Co ważne, pod maską nie znajdziemy słabego, trzycylindrowego silnika, ale solidną jednostkę 1.3 o mocy 140 KM, którą znamy z dobrej dynamiki i przyzwoitego spalania. Mitsubishi celuje tym modelem w młode rodziny, oferując auto o długości ponad 4,4 metra, które ma wypełnić lukę między mniejszym ASX a flagowym Outlanderem. Poniżej analizuję, czy ten „Grandis nowej ery” ma szansę namieszać w segmencie C-SUV.
Silnik 1.3 i miękka hybryda na start
Decyzja o wprowadzeniu na start wersji 1.3T Mild Hybrid to strzał w dziesiątkę. Polscy kierowcy wciąż cenią klasyczne rozwiązania, a tutaj mamy sprawdzony, czterocylindrowy silnik wspomagany instalacją 12V. Moc 140 KM i moment obrotowy dostępny „z dołu” zapewniają sprint do setki w okolicy 9-10 sekund, co w aucie rodzinnym jest wartością w zupełności wystarczającą. Do wyboru mamy 6-biegowy manual (dla tradycjonalistów) oraz 7-biegowy automat DCT. To rozsądny kompromis między osiągami a spalaniem, które według producenta ma wynosić niespełna 6 litrów na setkę. Wersja pełnej hybrydy (HEV) o mocy 157 KM dołączy do oferty później, ale to właśnie ten tańszy wariant może być koniem pociągowym sprzedaży.
Praktyczność, czyli przesuwana kanapa
Skoro auto nosi nazwę Grandis, musi być praktyczne. I tutaj kompaktowy SUV nie zawodzi, głównie dzięki jednemu genialnemu rozwiązaniu: przesuwnej tylnej kanapie. Możemy ją regulować w zakresie aż 16 cm. Jeśli potrzebujemy miejsca na nogi – pasażerowie podróżują jak w limuzynie. Jeśli potrzebujemy bagażnika – przesuwamy fotel i zyskujemy aż 708 litrów pojemności (liczone ze schowkami). To wynik, który deklasuje większość konkurencji w tej klasie. Warto też wspomnieć o szklanym dachu z regulacją przezroczystości (bez rolety), co dodaje wnętrzu nowoczesnego sznytu i nie zabiera miejsca nad głową.
Google na pokładzie i ceny poszczególnych wersji
Nowy Grandis to też ogromny skok technologiczny dla marki. System multimedialny oparto na wbudowanym środowisku Google. Mamy więc Mapy Google, Asystenta i sklep Google Play natywnie w samochodzie – to działa szybciej i lepiej niż jakakolwiek fabryczna nawigacja. Jeśli chodzi o ceny, wyglądają one następująco:
- Wersja INVITE (od 120 500 zł): To nie jest „golas”. Mamy tu już pakiet Cold (podgrzewane fotele/kierownica), manualną skrzynię i bogaty pakiet bezpieczeństwa. Dopłata do automatu to 10 000 zł.
- Wersja INTENSE (od 127 500 zł): Dodaje system autonomicznej jazdy MI-PILOT i lepsze wykończenie.
- Wersja INSTYLE (151 500 zł): Dostępna tylko z automatem DCT. Tu wchodzi „full opcja” z kamerami 360, audio Harman Kardon i wspomnianym szklanym dachem.
As w rękawie: 8 lat ochrony
To, co może przekonać klienta stojącego przed wyborem „Mitsubishi czy konkurencja”, to bez wątpienia gwarancja. Grandis objęty jest programem, który daje łącznie 8 lat ochrony lub 160 000 km (5 lat gwarancji fabrycznej + 3 lata ubezpieczenia kosztów napraw). W dzisiejszych czasach, gdy auta są coraz bardziej skomplikowane, taki spokój ducha jest wart konkretne pieniądze. Mitsubishi pokazuje tym ruchem, że jest pewne jakości tego modelu, mimo że powstaje on w hiszpańskiej fabryce Renault.