Każda historia ma swój koniec, a w przypadku obecnej generacji największego SUV-a z Wolfsburga ten moment właśnie nadszedł, co producent postanowił zaakcentować w dość spektakularny sposób. Volkswagen ogłosił zakończenie produkcji Touarega w bieżącej odsłonie, wypuszczając na rynek pożegnalną wersję Final Edition, która ma zjechać z taśm produkcyjnych ostatecznie w kwietniu 2026 roku. Zamiast typowego zabiegu marketingowego polegającego na doklejeniu kilku znaczków, mamy tu do czynienia z pakietem wyposażenia, który przy chłodnej kalkulacji okazuje się zaskakująco opłacalny dla klienta końcowego. To moment, w którym warto rozważyć zakup, jeśli ktoś szuka sprawdzonej konstrukcji w segmencie premium, zanim zostanie ona zastąpiona czymś nowym i zapewne droższym.
Analizując specyfikację tej edycji, widać wyraźnie, że importer chce wyczyścić magazyny i linie produkcyjne, oferując „wszystko mające” konfiguracje w cenie, która w normalnym cyklu życia modelu byłaby trudna do osiągnięcia. Ceny startują od 329 490 zł, ale to nie kwota wyjściowa robi tu największe wrażenie, lecz stosunek dopłaty do wartości dodanego wyposażenia, który w tym przypadku jest wyjątkowo korzystny. Samochód w tej wersji to nie tylko bogate wnętrze, ale też subtelne detale jak laserowo grawerowane oznaczenia czy wytłoczenia na skórze, które za kilka lat mogą być poszukiwanym smaczkiem na rynku wtórnym. Decyzja o zakupie schodzącego modelu zawsze wiąże się z dylematem „stare kontra nowe”, ale w tym przypadku argumenty finansowe i wyposażeniowe zdają się przechylać szalę na korzyść obecnej generacji.
Matematyka, która faktycznie się spina
Zazwyczaj edycje specjalne to poligon doświadczalny dla działów marketingu, ale tutaj liczby bronią się same, szczególnie w wariancie R-Line Final Edition. Producent wyliczył, że dopłacając 20 000 zł względem standardowej wersji R-Line, otrzymujemy wyposażenie o wartości rynkowej 79 060 zł, co daje nam realną korzyść na poziomie 59 060 zł. W pakiecie dostajemy elementy, które w tej klasie są niemal obowiązkowe, a zazwyczaj słono płatne: zawieszenie pneumatyczne, szklany dach panoramiczny czy 20-calowe felgi Nevada. Na szczególną uwagę zasługuje obecność powiększonego do 90 litrów zbiornika paliwa – w dobie miniaturyzacji baków to ukłon w stronę kierowców pokonujących długie trasy, dla których Touareg został przecież stworzony. Pakiet Black Style i przyciemniane szyby dopełniają obrazu auta kompletnego, które nie wymaga już wertowania długiej listy opcji.
Topowa wersja R z bonusem
Dla klientów celujących w najwyższą półkę przygotowano odmianę R Final Edition, gdzie mechanizm korzyści działa podobnie, choć kwoty są nieco inne. Tutaj dopłata wynosi 22 000 zł, ale w zamian auto wyjeżdża na 21-calowych obręczach Leeds i posiada skórzaną tapicerkę Puglia, co sumarycznie daje oszczędność rzędu 50 980 zł. W standardzie tej odmiany znajdziemy też zaawansowane systemy jak pakiet Park Assist Plus z widokiem Area View czy wyświetlacz Head-up, które w codziennym użytkowaniu tak dużego SUV-a znacząco podnoszą komfort. Jest to propozycja dla tych, którzy nie uznają kompromisów i chcą pożegnać obecną generację w jej najmocniejszym i najbardziej luksusowym wydaniu.
Koniec produkcji to początek okazji?
Wprowadzenie wersji Final Edition to jasny sygnał, że czas obecnego Touarega dobiega końca, a zamówienia będą realizowane tylko do kwietnia 2026 roku. Dla kupującego to sytuacja o tyle komfortowa, że otrzymuje produkt maksymalnie dopracowany, pozbawiony chorób wieku dziecięcego, a teraz dodatkowo sowicie doposażony. Patrząc na trendy w motoryzacji, następca może być bardziej cyfrowy i skomplikowany, więc dla miłośników klasycznej, solidnej inżynierii Volkswagena, ta edycja może być ostatnią okazją na zakup auta w takiej specyfikacji i z taką korzyścią cenową. To solidne pożegnanie z modelem, który przez lata wyznaczał standardy w swojej klasie.
