Zdarzają się w motoryzacji powroty, w które nikt nie wierzył, i właśnie jesteśmy świadkami jednego z nich, który powinien dać do myślenia decydentom nad Wisłą. Hiszpańska marka Santana Motors, która przez lata kojarzyła się z licencyjnymi Land Roverami i surowymi terenówkami Suzuki, wstaje z grobu po blisko 15 latach niebytu. Nie dzieje się to jednak za sprawą cudownego odnalezienia starych planów w szufladzie, ale dzięki pragmatycznemu sojuszowi z chińskimi gigantami. W zakładach w Linares rusza produkcja, a raczej montaż, potężnych pickupów bazujących na technologii Dongfeng i Nissan Zhengzhou, a w kolejce czekają już SUV-y od BAIC.
Patrząc na ten ruch, trudno nie zadać sobie pytania, czy my w Polsce nie przespaliśmy momentu, by w podobny sposób ożywić nasze narodowe legendy. Santana 400 PHEV to bestia oferująca 422 KM i potężny moment obrotowy, a wszystko to w cenie, która w przeliczeniu na złotówki startuje z poziomu około 130 tysięcy złotych za zaawansowaną hybrydę. To pokazuje, że chiński kapitał wcale nie musi oznaczać tandety, a może być jedyną realną szansą na to, by lokalne marki znów pojawiły się na drogach. Skoro Hiszpanie nie mają oporów przed naklejeniem swojego historycznego logo na chińskiego „gotowca”, dlaczego wciąż traktujemy FSO czy Syrenę jak relikwie, których nie wolno dotykać, zamiast dać im drugie, choćby zapożyczone życie?
Lekcja z Daewoo – nadzieja i upadek
Wszyscy pamiętamy lata 90., kiedy to koreańskie Daewoo weszło do FSO z drzwiami i futryną. Na początku był to strzał w dziesiątkę – Polonezy zyskały nową jakość, a Lanosy i Matizy zmotoryzowały Polskę na nowo, dając tysiące miejsc pracy na Żeraniu. Wydawało się, że złapaliśmy Pana Boga za nogi. Niestety, historia ta uczy nas też ostrożności. Gigantomania koncernu Daewoo i przeinwestowanie doprowadziły do spektakularnego bankructwa centrali, które pociągnęło za sobą warszawską fabrykę, zostawiając nas z niczym. Różnica polega na tym, że model, który wybrała hiszpańska Santana, jest znacznie bezpieczniejszy. To nie jest wielka fuzja i oddanie władzy, ale współpraca oparta na montażu zestawów SKD i rebadgingu. Chińczycy dostarczają technologię (w tym przypadku BAIC i Dongfeng), a Hiszpanie dają markę, sieć dystrybucji i montownię. To układ czysto biznesowy, bez mocarstwowych ambicji, który po prostu ma zarabiać.
Czy star, Jelcz lub Lublin mogą wrócić?
O ile reaktywacja FSO czy Syreny jako marek aut osobowych budzi we mnie mieszane uczucia – bo rynek jest tu bezlitosny – o tyle segment aut użytkowych to wciąż niewykorzystany potencjał. Spójrzmy na marki takie jak Star, Jelcz czy Lublin (tak, wiem, Jelcz produkuje dla wojska, ale zniknął z cywila). Chińczycy mają obecnie jedne z najlepszych na świecie technologii do budowy elektrycznych i spalinowych aut dostawczych oraz ciężarowych. Wyobraźcie sobie nowoczesnego, elektrycznego dostawczaka bazującego na chińskiej platformie, ale z dumnym logo „Lublin” na grillu, składanego w Polsce i oferowanego naszym firmom kurierskim czy budowlanym. Albo ciężkie wywrotki i ciągniki siodłowe z logo „Star”, które pod maską miałyby sprawdzoną, azjatycką technikę, ale byłyby serwisowane i sprzedawane jako produkt polski. To w tym segmencie sentyment do solidności starych marek jest najsilniejszy i to tu widziałbym największą szansę na powtórzenie hiszpańskiego scenariusza.
Chińska ofensywa to fakt, nie mrzonka
Santana Motors nie bawi się w półśrodki. Ich nowy pickup 400D ma diesla 2.3 litra o mocy 188 KM, ciągnie przyczepy o masie 3,2 tony i ma na pokładzie wszystko, od 14-calowych ekranów po wentylowane fotele. Do tego dochodzi umowa z BAIC na lata 2026-2028, która zakłada wprowadzanie całej gamy terenówek. To pokazuje, że Chińczycy szukają w Europie „bram” do wejścia na rynek, a stare, rozpoznawalne marki są dla nich idealnym nośnikiem. My w Polsce mamy puste hale, niewykorzystane znaki towarowe i inżynierów. Brakuje tylko – i aż – odważnej decyzji biznesowej, by schować dumę do kieszeni i tak jak Hiszpanie, zacząć budować na cudzym fundamencie, zamiast wciąż marzyć o „czysto polskim” samochodzie, który nigdy nie powstanie.