Koronawirus niesie za sobą konsekwencje gospodarcze i finansowe, także dla naszych portfeli. Najszybszym sposobem na przywrócenie równowagi w domowym budżecie są cięcia bieżących wydatków, np. tych związanych z samochodem. Jednak oszczędny kierowca to świadomy kierowca – optymalizuje koszty, ale nie tam, gdzie nie jest to wskazane. Specjaliści ProfiAuto podpowiadają, na czym można, a na czym nie warto oszczędzać.

Paliwo – pamiętaj, że czasem tanio znaczy drogo

Ceny paliw powoli wracają do poziomu sprzed gwałtownych obniżek. W większości miejsc za litr E95 zapłacimy teraz ponad 4 zł. Jeśli jeździmy często i w dalekie trasy, czas poświęcony na poszukiwanie stacji, która sprzedaje paliwo w konkurencyjnych cenach, przełoży się na oszczędności i szybko odczujemy je w portfelu. Pojedyncze „zrywy” i tankowanie na niesprawdzonych stacjach z bardzo niskimi cenami może być jednak ryzykowne. To tam najczęściej kontrole wykrywają paliwo niskiej jakości, zabójcze dla silników samochodowych. Warto o tym pamiętać szczególnie w okresie wakacyjnym, tankując w nieznanych miejscach. Jeśli wlejemy do baku paliwo w bardzo dobrej cenie, ale niskiej jakości, koszty ewentualnych napraw mogą być wysokie. Oprócz nierównej pracy silnika, na awarię narażamy m.in. świece, sondę lambda, katalizator czy wtryskiwacze. W skrajnych przypadkach może nawet dojść do zatarcia silnika. Innym sposobem na stałą oszczędność paliwa jest instalacja LPG. W tym przypadku także warto się porządnie zastanowić przed podjęciem decyzji.

– Różnice w cenie gazu i benzyny są spore, sięgają nawet 3 złotych za litr. Do tej pobudzającej wyobraźnię kwoty musimy jednak doliczyć koszt instalacji gazowej, w przypadku współczesnych modeli zaczynający się od 2,5 tys. złotych. Jeśli planujemy korzystać z pojazdu przez krótki czas, a potem go sprzedać, ten wydatek może się nie zwrócić. Dodatkowo wielu kierowców zapomina o tym, że samochód podczas jazdy spala więcej gazu niż benzyny. Należy także doliczyć wyższe stawki ubezpieczenia i koszt dodatkowych przeglądów związanych z obecnością instalacji. Jeśli to zaniedbamy, oszczędności przeznaczymy na drogie naprawy – mówi Adam Lehnort, ekspert sieci warsztatów niezależnych ProfiAuto Serwis.

ASO vs. warsztat niezależny – masz wybór

Kolejnym sposobem na oszczędności jest zmiana miejsca serwisowania pojazdu. Nadal nie wszyscy kierowcy mają świadomość, że mogą to robić poza ASO, także w trakcie okresu gwarancyjnego. Prawo unijne pozwala właścicielowi samochodu objętego gwarancją na naprawy i przeglądy techniczne w dowolnym warsztacie. Dotyczy to również nowych modeli, w tym pojazdów hybrydowych. Z sondy przeprowadzonej wśród kilkudziesięciu polskich mechaników przez sieć ProfiAuto wynika, że koszty najpopularniejszych napraw modeli hybrydowych w Autoryzowanych Stacjach Obsługi i serwisach niezależnych mogą się różnić nawet trzykrotnie. Także rutynowy przegląd obejmujący wymianę oleju i filtrów w ASO może nas kosztować od 400 do 600 złotych więcej niż w zwykłym serwisie. Z czego to wynika?

ASO to na pewno wyższy koszt roboczogodziny, a często także większa liczba godzin poświęconych na naprawę. Wynika to ze szczegółowego określania czynności, które przy obsłudze należy przeprowadzić. Precyzyjnie wycenione jest wszystko, od śrubki po podkładkę, smar, każdą nakrętkę i zakrętkę. Dodatkowo, pracownicy autoryzowanych stacji obsługi korzystają tylko z „wysoko wycenionych” oryginalnych części, nie sięgają po zamienniki, a tym bardziej po elementy regenerowane. W ASO niejednokrotnie wymianie podlega nie tylko uszkodzony element, ale cały zespół, pomimo tego, że z powodzeniem mógłby być wymieniony sam element. W serwisach nieautoryzowanych istnieje mniej skomplikowany schemat serwisowania, dlatego ceny są nieporównywalnie mniejsze. Jeśli chcemy zaoszczędzić na przeglądach i naprawach, warto pomyśleć o powierzeniu naszego pojazdu sprawdzonemu, niezależnemu warsztatowi.

Opony – całoroczne czy sezonowe? Przede wszystkim dobre!

Szukając ograniczenia wydatków związanych z samochodem, kierowcy często skupiają się na oponach. Czy ogumienie całoroczne to dobry trop? Czy będzie uniwersalne i – zgodnie z logiką – zaoszczędzimy mniej więcej połowę kosztów? Producenci wciąż udoskonalają technologię, a w naszej strefie klimatycznej można się pokusić o taki wybór. Trzeba jednak pamiętać, że ogumienie używane przez cały rok będzie się zużywało dużo szybciej niż opony sezonowe. Także zgodnie z logiką – dwukrotnie szybciej. Wybierając opony, kierujmy się przede wszystkim ich jakością, tak aby oszczędność była realna. Pamiętajmy też, aby podczas jazdy odpowiednio dbać o ogumienie. To również forma oszczędności. Zbyt mała ilość powietrza w oponach może np. doprowadzić do uszkodzenia felgi, a dodatkowo zwiększa zużycie paliwa, nawet o 20%.

– To, na jakich oponach jeździmy, przekłada się bezpośrednio na nasze bezpieczeństwo podczas jazdy. Dlatego na oponach nie warto oszczędzać, ale nie ma także potrzeby rozglądania się za markami premium w przypadku, kiedy dojeżdżamy miejskim samochodem jedynie do pracy. Opony niektórych producentów mogą zużywać się szybciej i to także należy wziąć pod uwagę, decydując się na konkretną markę. W przypadku opon całorocznych możemy zaoszczędzić na wymianie, choć trzeba pamiętać, że opony na przedniej osi zużywają się szybciej i przynajmniej raz w roku należałoby je zamienić miejscami z tylnymi. Do tego dochodzi przeprogramowanie czujników ciśnienia i wyważenie. Oszczędności wynikające z opon całorocznych mogą już nie być tak wysokie, jak nam się początkowo wydawało – komentuje ekspert ProfiAuto.

Części – tylko częściowa oszczędność? A może zamienniki?

Niektórzy kierowcy maja tendencję do odwlekania terminu koniecznych napraw, traktując to jako strategię oszczędnościową. To jednak tylko krótkoterminowa minimalizacja wydatków. Zaniedbania mogą doprowadzić do poważniejszych uszkodzeń, a co za tym idzie, bardziej kosztownych napraw. Przykładem może być np. odwlekanie wymiany rozrządu. Jego nieprawidłowe działanie wiąże się z poważnymi awariami, a w skrajnych przypadkach może nawet doprowadzić do zniszczenia silnika. Dlatego podczas serwisu należy wymienić nie tylko sam pasek, ale także wszystkie inne części z nim powiązane, czyli napinacz, rolki i pompę wody oraz przyjrzeć się elementom zmiennych faz rozrządu. Nie inaczej jest w przypadku usterek układu kierowniczego lub zawieszenia. Tutaj w porę nieusunięta awaria jednego elementu będzie rzutowała na żywotność pozostałych części układu.

Jeśli naprawdę szukamy oszczędności na częściach – nie bójmy się zamienników. Te dobrej jakości produkowane są przez znane marki motoryzacyjne, dostarczające także części topowym koncernom.

Zamienniki można podzielić na kilka kategorii. Pierwszą są te klasyfikowane jako części „premium”. Są to części produkowane na tych samych liniach montażowych, co elementy oryginalne. Różnica jest taka, że nie mają firmowego znaczka danej marki pojazdu. Warto się nad nimi zastanowić, bo zamienniki te są bardzo dobrej jakości, a można je kupić dużo taniej niż oryginały. Druga grupa to części produkowane przez firmy specjalizujące się w danych podzespołach, które działają w branży od wielu lat, ale nie są dostawcami wyposażenia fabrycznego dla koncernów samochodowych. Ich elementy także produkowane są z bardzo dobrych materiałów i posiadają certyfikaty jakości dopuszczające je do użytku. Ostatnia kategoria to części najtańsze, często bez certyfikatów jakości, produkowane przez firmy „no name” mające swoje manufaktury na Dalekim Wschodzie. Tu trudno mówić o bezpieczeństwie, trwałości czy niezawodności. Jak widać, każda decyzja dotycząca oszczędności na samochodzie wymaga zastanowienia i wyważenia. Jeśli podejmiemy ją z głową, zminimalizujemy bieżące koszty i unikniemy dodatkowych wydatków. Tutaj sprawdzi się zasada, że „biednego nie stać na oszczędzanie” – podsumowuje Adam Lehnort.

Za: ProfiAuto

Share.

About Author

Leave A Reply