Trudno w to uwierzyć, ale to już pół wieku, odkąd trzy literki „GTI” na klapie bagażnika zmieniły postrzeganie samochodów kompaktowych, dając kierowcom namiastkę sportowych emocji w cenie auta dla ludu. Mamy rok 2026, a Volkswagen świętuje 50. urodziny swojego najważniejszego hot hatcha w historii, patrząc jednocześnie z sentymentem w przeszłość i dość odważnie w elektryczną przyszłość. Z jednej strony dostajemy potwora w postaci edycji specjalnej o mocy 325 KM, a z drugiej – zapowiedź elektrycznego ID. Polo GTI, co u wielu purystów może wywołać stan przedzawałowy. To idealny moment, by zastanowić się, czy legenda, która zdemokratyzowała prędkość w latach 70., wciąż ma tę samą iskrę, czy może staje się tylko marketingowym znaczkiem na coraz cichszych samochodach.
Patrząc na historię motoryzacji, rzadko który model potrafił utrzymać status ikony przez pięć dekad bez przerwy. Golf GTI to fenomen socjologiczny – auto, które w 1976 roku miało być limitowaną ciekawostką (planowano zaledwie 5000 sztuk!), a stało się globalnym standardem, do którego równali wszyscy inni producenci. Dziś, gdy na rynek wchodzi jubileuszowy Golf GTI EDITION 50, będący najmocniejszym seryjnym wcieleniem tego modelu, czuć, że jesteśmy świadkami pewnego końca epoki. To prawdopodobnie szczytowy moment rozwoju spalinowego hot hatcha, zanim pałeczkę (i wtyczkę) przejmą modele z serii ID. Czy w erze elektromobilności da się zachować ducha tego, co 50 lat temu stworzyli inżynierowie z Wolfsburga?
Niespodziewany sukces z 1976 roku
Cofając się do połowy lat 70., trzeba zrozumieć kontekst – 110 koni mechanicznych w lekkim nadwoziu to był wówczas kosmos. Pierwszy Golf GTI ważył tyle co nic, a setkę robił w 9 sekund, co w tamtych czasach pozwalało utrzeć nosa kierowcom znacznie droższych limuzyn i aut sportowych. To właśnie ta „demokratyzacja” osiągów była kluczem do sukcesu. Zamiast planowanych kilku tysięcy sztuk, pierwsza generacja znalazła ponad 460 tysięcy nabywców.
Charakterystyczna gałka zmiany biegów w kształcie piłeczki golfowej, czerwona obwódka grilla i fotele w kratę to detale, które przetrwały próby czasu lepiej niż niejeden zabytkowy budynek. Z perspektywy dzisiejszych, naszpikowanych elektroniką aut, tamta prostota i bezpośredniość prowadzenia wydają się czymś nieosiągalnym, za czym wielu kierowców po prostu tęskni.
Najmocniejszy seryjny Golf GTI w historii
Volkswagen na 50-lecie nie bawi się w półśrodki i wypuszcza na rynek model EDITION 50. Mówimy tu o potężnej mocy 325 KM (239 kW) przenoszonej na przednią oś. To wynik, który jeszcze dekadę temu był zarezerwowany dla hardkorowych wersji wyścigowych, a dziś trafia do seryjnego kompaktu. To imponujące, jak inżynierom udało
się wycisnąć tyle soku z tej koncepcji, choć rodzi się pytanie o sensowność takiej mocy w „ośce” na co dzień. Niemniej, jako zwieńczenie spalinowej historii modelu, jest to prezent, na który fani zasłużyli. Samochód można już zamawiać w Polsce i podejrzewam, że mimo ceny, chętnych nie zabraknie, bo może to być ostatnia szansa na zakup tak klasycznie skonstruowanego, a jednocześnie tak brutalnie mocnego GTI.
Elektryczna przyszłość budzi emocje
Tu wchodzimy na grząski grunt, bo Volkswagen postanowił, że rok 2026 będzie też debiutem nowej ery – ery ID. Polo GTI. Mamy tu 226 KM i pełny napęd elektryczny. Producent zapewnia, że filozofia GTI, oparta na responsywności i frajdzie z jazdy, zostanie zachowana, ale umówmy się – brak ryku silnika i charakterystycznego „strzału” z wydechu to dla wielu bariera nie do przejścia. Z drugiej strony, moment obrotowy elektryka dostępny od zera może dać kopa, jakiego nie miało żadne spalinowe GTI w historii.
To odważny ruch, by przenieść tę legendarną plakietkę na auto miejskie na prąd, ale być może to jedyny sposób, by legenda przetrwała kolejne 50 lat w zmieniającym się świecie regulacji i stref czystego transportu.
Świętowanie w Paryżu i Bremie
Dla tych, którzy wolą zapach benzyny od szumu falownika, rok 2026 obfituje w wydarzenia klasyczne. Volkswagen zabiera swoje zabytki na targi Rétromobile w Paryżu oraz Bremen Classic Motorshow. To ciekawe, że obie te imprezy – podobnie jak Golf GTI – również obchodzą swoje jubileusze. Jeśli ktoś jest fanem marki, to początek lutego wydaje się idealnym momentem na wycieczkę, by zobaczyć na żywo ewolucję od kanciastej „jedynki” po dzisiejsze, cyfrowe wcielenia. To też okazja, by przypomnieć sobie, że GTI to nie tylko silnik, ale cała kultura motoryzacyjna, która połączyła pokolenia kierowców w całej Europie.