Dla wielu fanów motoryzacji wychowanych w latach 90. słowo „Ralliart” jest święte. Kojarzy się z zapachem benzyny, tumanami kurzu na odcinkach specjalnych WRC i Tommim Mäkinenem latającym bokiem w Lancerze Evolution. Przez ostatnie lata Mitsubishi nieco po macoszemu traktowało to dziedzictwo, ale wygląda na to, że w końcu nastąpiło przebudzenie. Polski importer marki, firma Astara, zaprezentował właśnie pokazowy model Mitsubishi Outlander PHEV RALLIART. I choć malkontenci powiedzą, że to „tylko SUV”, to patrząc na specyfikację techniczną i dbałość o detale, mam wrażenie, że w tym szaleństwie jest metoda. To nie jest zwykła doklejka logotypu do słabej wersji silnikowej, ale demonstracja możliwości flagowego okrętu marki, który pod maską skrywa technologię godną XXI wieku, a nie muzeum.
Mamy tu do czynienia z samochodem, który łączy dwa światy: ten nowoczesny, ekologiczny i ten brudny, rajdowy. Bazą jest najnowsza generacja Outlandera PHEV, która już w standardzie oferuje imponujące 306 KM mocy systemowej. To sprawia, że ten rodzinny kolos potrafi zawstydzić na światłach niejedno auto o sportowych aspiracjach. Jednak wersja Ralliart to coś więcej niż cyferki w katalogu. To ukłon w stronę zwycięstw w morderczym rajdzie Asia Cross Country Rally i przypomnienie, że napęd na cztery koła w wydaniu Mitsubishi – słynny Super All-Wheel Control – to nie marketingowa wydmuszka, ale system, który realnie „klei” auto do drogi, niezależnie od tego, czy jest to asfalt, czy szuter.
Rajdowe dodatki, które mają sens
Często producenci ograniczają się do zmiany wzoru felg i dorzucenia kilku emblematów, nazywając to wersją sportową. Tutaj poszło to o krok dalej i widać w tym rękę pasjonatów. Pokazowy Outlander RALLIART stoi na oponach General Grabber AT3, naciągniętych na czarne, 18-calowe felgi. To jasny sygnał: tym autem można, a nawet trzeba zjechać z utwardzonej drogi. Całość uzupełniają rasowe chlapacze (element obowiązkowy w rajdówce!) oraz zestaw naklejek i nakładek, które wizualnie poszerzają i obniżają sylwetkę. Wygląda to bojowo, agresywnie, ale nie karykaturalnie. To samochód, który mówi: „jestem hybrydą plug-in, mogę przejechać 86 km na prądzie w ciszy, ale jak trzeba, to przejadę przez błoto z godnością Land Cruisera”.
