Policjanci z będzińskiej drogówki zatrzymali w Czeladzi 33-letniego kierowcę Volkswagena, który prowadził pod wpływem alkoholu. To, co wyszło na jaw podczas kontroli, przeszło najśmielsze oczekiwania – mężczyzna miał aż osiem aktywnych zakazów prowadzenia pojazdów, z czego sześć dożywotnich. Mimo to wsiadł za kierownicę i jechał po pijanemu.
Funkcjonariusze nocnym patrolem zauważyli Volkswagena, który na ich widok zaczął cofać. Przejechał kilka metrów, po czym wyłączył silnik i światła. Woń alkoholu była tak silna, że nie trzeba było specjalistycznego sprzętu, by ją wyczuć. Badanie wykazało blisko 2,5 promila – to poziom, przy którym większość ludzi nie jest w stanie ustać na nogach, a on zdecydował się prowadzić samochód.
Sprawdzenie w systemach policyjnych ujawniło skalę problemu: osiem aktywnych zakazów prowadzenia, w tym sześć dożywotnich, orzeczonych przez sądy w Sosnowcu, Dąbrowie Górniczej, Jaworznie i Będzinie. To nie jest przypadkowy kierowca, który popełnił błąd – to osoba, która wielokrotnie udowodniła, że przepisy jej nie dotyczą. Mimo to sąd w Czeladzi, do którego trafił wniosek o tymczasowy areszt, uznał, że można go wypuścić na wolność.
Dożywotnie zakazy nie wystarczyły
33-latek z Czeladzi to przykład, jak bardzo system zawodzi w przypadku recydywistów drogowych. Sześć dożywotnich zakazów prowadzenia pojazdów – to nie pomyłka, to świadoma decyzja sądów, które wielokrotnie orzekały, że ten człowiek nie powinien nigdy wsiadać za kierownicę. A jednak wsiadał i jeździł, aż w końcu zatrzymała go policja.
Badanie alkomatem wykazało blisko 2,5 promila alkoholu w organizmie. To poziom, przy którym prowadzenie pojazdu to nie tylko złamanie prawa, ale też realne zagrożenie dla życia innych uczestników ruchu. Kierowca o takim stężeniu alkoholu ma zaburzoną ocenę odległości, wydłużony czas reakcji i problemy z utrzymaniem równowagi – na drodze to przepis na katastrofę.
Wniosek o areszt odrzucony
Mimo że śledczy i prokurator wystąpili do Sądu Rejonowego w Czeladzi z wnioskiem o tymczasowy areszt, sąd nie przychylił się do tej prośby. Decyzja ta budzi ogromne zdziwienie – w obliczu ośmiu aktywnych zakazów, w tym sześciu dożywotnich, oraz jazdy w stanie nietrzeźwości, można było spodziewać się surowszej reakcji wymiaru sprawiedliwości.
Policja Śląska informuje, że postępowanie w tej sprawie jest kontynuowane. Mężczyzna usłyszał zarzuty kierowania pojazdem mechanicznym w stanie nietrzeźwości w warunkach tzw. recydywy oraz niestosowania się do orzeczonych przez sąd zakazów prowadzenia pojazdów.
Grozi mu do 5 lat więzienia
Za kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości oraz niestosowanie się do sądowego zakazu prowadzenia pojazdów 33-latkowi grozi do pięciu lat więzienia. To maksymalna kara, która w przypadku tak ewidentnego łamania prawa wydaje się w pełni uzasadniona. Pytanie, czy sąd zdecyduje się ją zastosować – zwłaszcza że na wcześniejszym etapie postępowania uznał, że areszt nie jest konieczny.
Historia tego kierowcy to niestety kolejny przykład na to, że system często zawodzi w przypadku recydywistów. Osiem zakazów, sześć dożywotnich, 2,5 promila – a mimo to mężczyzna wciąż jest na wolności. Może tym razem zapadnie wyrok, który będzie realną karą i odstraszy innych od podobnych zachowań.
Sprawa 33-latka z Czeladzi to kolejny sygnał, że polski wymiar sprawiedliwości wciąż ma problem z konsekwentnym karaniem recydywistów drogowych. Osiem zakazów, w tym sześć dożywotnich, i 2,5 promila alkoholu – a sąd uznaje, że nie trzeba go izolować od społeczeństwa. Miejmy nadzieję, że tym razem zapadnie wyrok, który będzie realną karą i odstraszy innych od podobnych zachowań, bo każdy kolejny raz może skończyć się tragedią na drodze.