Choć wielu kibicom wciąż trudno w to uwierzyć, inwestycja 10 mln euro w starty Roberta Kubicy w Formule 1 bardzo się PKN Orlenowi opłaciła. Nie tylko zdecydowanie zwiększył przychód na stacjach, ale także zyskał rozpoznawalność i wiarygodność.

– Podjęliśmy strategiczną decyzję, że będziemy budować jedną międzynarodową markę Orlen na wszystkich rynkach, gdzie prowadzimy działalność lub sprzedawane są nasze produkty. Już dziś jesteśmy największą firmą w tej części Europy i najcenniejszą polską marką wycenianą na 4,7 mld zł. Ale bez spójnego wizerunku nie wykorzystujemy w pełni naszego potencjału – tłumaczył na Kongresie 590 w Rzeszowie prezes PKN Orlen Daniel Obajtek.

Koncern ma swoje stacje także w Niemczech (584 pod nazwą Star) w Czechach i na Słowacji (414 pod nazwą Benzin) i na Litwie (25 pod nazwą Orlen). Do tego trzeba doliczyć 1779 stacji na terenie Polski. Co ciekawe pierwsze próby podbicia rynku niemieckiego wcale nie były udane. Okazało się bowiem, że Niemcy niechętnie korzystają z marki Orlen i właśnie dlatego koncern zdecydował się na zmianę nazwy na Star. Dziś jest tam szóstą największą siecią.

Starty w F1, to jak bal u Billa Gatesa

Robert Kubica bez finansowego wsparcia pewnie nie wróciłby do Formuły 1. Ale to działa też w drugą stronę. Bez Kubicy Orlenowi trudniej byłoby zaistnieć w świecie F1. Pojawienie się w sporcie, który ogląda prawie dwa miliardy kibiców rocznie sprawia, że staje się rozpoznawalną marką na całym świecie. To trochę jak pojawienie się na balu u Billa Gatesa. Oczywiście znacznie lepiej byłoby związać się z mocniejszym zespołem, który gwarantuje lepszą ekspozycję logotypów, a nie w teamie, który na ekranach telewizorów pojawia się sporadycznie. I to głównie podczas dublowania. Mercedes wyliczył swój ekwiwalent reklamowy za 2016 rok na poziomie 3 mld dol. (za tyle musiałby wykupić reklamy w telewizji, żeby mieć taki sam czas ekspozycji logotypów swojego i sponsorów).

Kubica przyciąga klientów

Dla Orlenu zaangażowanie się w F1 było pośrednim krokiem, do kolejnego, ważnego etapu – ujednolicenia wizerunku w Europie. Cała operacja ma kosztować kilkadziesiąt milionów złotych i zajmie trzy lata. Czy zatem 10 mln euro za jeden sezon startów Roberta Kubicy to dużo? Zestawiając to z innymi akcjami sponsorskimi na polskim rynku, dużo.

Z drugiej strony mówimy o firmie, która w pierwszym półroczu 2019 r. wygenerowała prawie 2,5 mld złotych zysku netto. Sam przychód ze sklepów na stacjach Orlenu wzrósł o 400 mln złotych, na co pośrednio wpływ miał też Robert Kubica i związana z nim akcja reklamowa. Według badań przeprowadzonych przez ARC Rynek Opinia, co szósty klient na stacjach PKN Orlen przyznaje, że częściej pojawia się właśnie z powodu Kubicy. To na pewno nie jest jedyny powód większych przychodów, bo trzeba wziąć pod uwagę również niehandlowe niedziele. Nie zmienia to jednak faktu, że zainwestowanie w Kubicę zwróciło się z nawiązką.

Orlen zostaje w F1, Kubica pewnie też

Mimo odejścia Polaka w z Williamsa, PKN Orlen zamierza pozostać w Formule 1, bo ze strategicznego punktu widzenia to dla nich świetny ruch. Należy się więc spodziewać, że Polak zostanie kierowcą rezerwowym jednej z ekip i będzie chciał łączyć tę rolę ze ściganiem się w innej serii. Kwestią negocjacji pozostaje np. udział w piątkowych treningach.

Najbardziej prawdopodobny wydaje się w tym momencie kontrakt z zespołem Haas, który po pierwsze nie ma oficjalnego sponsora paliwowego, a po drugie stracił sponsora tytularnego, firmę Rich Energy, producenta napojów energetycznych. Zespół należy do Amerykanina Gena Haasa, miłośnika motoryzacji od lat zaangażowanego w wyścigi NASCAR. Ekipa Haasa ściśle współpracuje także z Ferrari, kupuje od nich silniki, skrzynie biegów i wszystkie inne, dozwolone przepisami elementy. Kubica miałby tez w końcu szansę do pokazania się w lepszym samochodzie niż Williams i być może powalczenie o trzeci powrót do startów w F1, choć do tego jeszcze daleka droga.

Za: Sport.pl

Share.

About Author

Leave A Reply