Ferrari właśnie zrobiło coś, o co fani marki błagali od ponad dekady. Do gamy wraca manualna skrzynia biegów z charakterystyczną dźwignią w kratownicy – ostatni raz widzieliśmy ją w modelu 599 GTB, który zszedł z linii produkcyjnej w 2012 roku. Nowy Ferrari 12Cilindri Manuale ma trzy pedały, klasyczną, polerowaną gałkę zmiany biegów i sześciobiegową kratownicę w konsoli środkowej. Jest tylko jeden haczyk – to nie jest prawdziwy manual. A przynajmniej nie w tradycyjnym rozumieniu tego słowa.
Zamiast mechanicznego połączenia między dźwignią a skrzynią biegów, Ferrari opracowało system „Manuale By-Wire”. Pedał sprzęgła i dźwignia komunikują się z przekładnią elektronicznie, przez czujniki i dedykowane moduły sterujące. Pod spodem wciąż pracuje ta sama ośmiobiegowa dwusprzęgłowa skrzynia DCT, którą znajdziemy w standardowym 12Cilindri. Różnica polega na tym, jak kierowca ją obsługuje. To rozwiązanie przypomina nieco system Engage Shift System od Koenigsegga, ale Ferrari poszło o krok dalej – system jest tak zaangażowany, że przy nieudolnym ruszaniu można po prostu zgasić silnik. Tak, w automatycznej skrzyni.
Jak działa Manuale By-Wire?
Cały mechanizm waży zaledwie 5 kg. Tam, gdzie liczy się odporność na zużycie, zastosowano stal azotowaną, resztę wykonano z aluminium. Gdy kierowca wciska pedał sprzęgła, sygnał jest przetwarzany cyfrowo i wysyłany do jednostki sterującej przekładnią. Podobnie działa dźwignia – przesuwanie jej przez kratownicę wysyła komendy elektroniczne. Ferrari twierdzi, że spędziło mnóstwo czasu na dopracowaniu wrażeń, by nie były syntetyczne – opracowano dedykowany moduł z czujnikami i zaawansowanymi mechanizmami kinematycznymi, które odwzorowują opory towarzyszące synchronizacji i zazębianiu się przełożeń.
Kratownica obejmuje tylko sześć biegów. Siódmy i ósmy są domeną automatu, który przejmuje kontrolę również podczas startu z launch control. Manualny tryb działa wyłącznie przy prędkościach poniżej 97 km/h, gdzie kierowca wciska sprzęgło i wybiera przełożenie. Przy wyższych prędkościach auto samo dba o zmianę biegów. System można też całkowicie przełączyć w tryb automatyczny – wtedy 12Cilindri Manuale zachowuje się jak zwykły automat.
V12 bez kompromisów
Pod maską bez zmian – a to dobra wiadomość. Wolnossące 6,5-litrowe V12 generuje 819 KM i 678 Nm momentu obrotowego, wkręca się na 9500 obr./min i zapewnia sprint od 0 do 100 km/h w 2,9 sekundy. Prędkość maksymalna przekracza 340 km/h. Co ważne, moc pozostała nietknięta – w przeciwieństwie do niektórych producentów, którzy przy manualu muszą ją ograniczać, Ferrari mogło sobie na to pozwolić właśnie dlatego, że pod spodem to wciąż automat. Auto jest nawet homologowane jako automat.
Wizualnie Manuale odróżnia się od standardowego 12Cilindri ekskluzywnymi detalami Tailor Made: laserowo grawerowanym znaczkiem na boku, inspirowanymi klasycznym 365 GTB4 Daytona pasami, dedykowanymi kolorami nadwozia i kutymi felgami. Wnętrze otrzymało unikalną skórę, Alcantarę i opcje wykończenia dostępne wyłącznie dla tej wersji. Konsola środkowa została przeprojektowana, by wyeksponować dźwignię i pedały. Powstanie zaledwie 1499 egzemplarzy, każdy przejdzie przez program personalizacji Taylor Made. Cena w Europie startuje od 590 000 euro – to prawie 200 000 euro więcej niż standardowe 12Cilindri. Dostawy ruszają na początku 2027 roku, a Ferrari już teraz przyznaje, że cała pula jest praktycznie wyprzedana.