Jeszcze niedawno motoryzacyjny internet obiegały niezwykle optymistyczne wizje dotyczące rewolucji na czeskich drogach. Wiele osób łudziło się, że podniesienie dopuszczalnej prędkości do 150 km/h przyniesie uspokojenie ruchu i udowodni rzekomą dojrzałość kierowców w naszej części Europy. Prawda okazała się jednak brutalna i całkowicie odmienna od tych utopijnych założeń, w które sam przez chwilę wierzyłem. Najnowsze raporty policyjne i twarde dane ekspertów obnażają smutną rzeczywistość, pokazując, że wyższe limity to niestety znacznie więcej problemów na asfalcie.

Kiedy zestawimy pierwsze, hurraoptymistyczne doniesienia z chłodnymi, oficjalnymi statystykami, wyłania się obraz totalnego drogowego fiaska. Pytacie, gdzie leży prawda? Prawda zawsze leży w policyjnych raportach. Jako kierowca z wieloletnim stażem muszę uderzyć się w pierś – zaufanie do zmotoryzowanych to jedno, ale fizyka i ułańska fantazja za kierownicą to zupełnie inna para kaloszy. Zobaczmy szczegółowo, co tak naprawdę wydarzyło się u naszych południowych sąsiadów, gdy dano im więcej swobody.

Znaczny wzrost liczby wypadków i osób rannych na D3

Odcinek autostrady D3 miał być flagowym poligonem doświadczalnym dla nowych przepisów, ale bardzo szybko zamienił się w miejsce regularnych i niebezpiecznych zdarzeń. Z oficjalnie opublikowanych danych wynika, że liczba wypadków w badanym obszarze wyniosła aż 39. Oznacza to, że wzrosła ona o równe 17 incydentów w odniesieniu do porównywalnych okresów sprzed podniesienia dopuszczalnej prędkości. Co gorsza, ucierpieli na tym bezpośrednio ludzie – liczba rannych w tych wypadkach wzrosła o siedem osób. Moim zdaniem to jednoznaczny dowód na to, że wyższa prędkość drastycznie skraca czas na reakcję i potęguje tragiczne skutki błędów za kółkiem. Trudno dyskutować z tak bezwzględnymi liczbami, które brutalnie obalają mit o bezpiecznej, bardzo szybkiej jeździe.

Lawina mandatów i przerażająca jazda powyżej 200 km/h

Jeśli ktoś w ministerstwie myślał, że kierowcy zadowolą się nowym limitem i w przypływie wdzięczności przestaną łamać przepisy, to był w ogromnym błędzie. Zaledwie w ciągu trwania pilotażu policjanci odnotowali 295 przekroczeń prędkości na obszarze, przez który przebiega wspomniana autostrada D3. To gigantyczny wzrost aż o 85 przypadków w stosunku do analogicznego okresu z poprzedniego roku. Najbardziej jednak przeraża mnie fakt, że policyjne wideorejestratory łapały asów pędzących grubo powyżej 200 km/h. Ludzka natura zadziałała tu bezbłędnie – kierowcy po prostu zaczęli dodawać sobie swój standardowy „margines błędu” do nowego, wyższego limitu. Zamiast jechać przepisowe 150 km/h, uznali, że skoro prawo zostało poluzowane, to prędkości rzędu 180 czy 200 km/h również ujdą im na sucho.

Eksperci biją na alarm, a ministerstwo wstrzymuje plany rozbudowy

Czescy eksperci  nie zostawiają na tym eksperymencie suchej nitki. Bardzo jasno wskazują, że podnoszenie prędkości na autostradzie od początku było szkodliwe dla ogólnego bezpieczeństwa. Co niezwykle ciekawe, zauważają oni, że takimi działaniami Czechy podążają w zupełnie odwrotnym kierunku niż dojrzałe kraje Europy Zachodniej, gdzie od lat stawia się na uspokajanie ruchu. Początkowo czeskie Ministerstwo Transportu planowało na podstawie tego pilotażu z rozmachem zwiększyć limit także na innych ważnych odcinkach autostrad, takich jak D1 i D11. Na szczęście, po cichej analizie tych tragicznych wyników, uznano oficjalnie, że dane z pilotażu są „niewystarczające” i trzeba je dłużej zbierać. Subiektywnie oceniając, to klasyczny polityczny unik i gra na czas, by nie przyznać się wprost do wizerunkowej porażki i po cichu wycofać się z tego niefortunnego, zagrażającego życiu pomysłu.

Share.
0 0 votes
Oceń artykuł!
Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Komentarze w tekście
Zobacz wszystkie komentarze
0
Szanowny Kierowniku, daj znać, co myślisz i zostaw komentarz!x