Transformacja polskiego rynku motoryzacyjnego po 1989 roku to materiał na niejeden gruby tom opracowań ekonomicznych, ale historia japońskiego koncernu wybija się tu na pierwszy plan. Obserwując dzisiejsze ulice, trudno uwierzyć, że jeszcze trzy dekady temu obecność tej marki nad Wisłą była niemal symboliczna, a karty rozdawały państwowe molochy. Mija właśnie 35 lat, odkąd Toyota oficjalnie zapuściła korzenie w naszym kraju, przechodząc drogę od egzotycznej ciekawostki do absolutnego hegemona sprzedaży. To dobry moment, by spojrzeć na te zmiany nie przez pryzmat suchych tabelek, ale fenomenalnej intuicji biznesowej, która uczyniła z Polski europejskie centrum dowodzenia firmy.
Patrząc na wyniki sprzedaży z ostatnich lat, można odnieść wrażenie, że Polacy po prostu pokochali japońską niezawodność, ale sukces ten nie przyszedł sam i był efektem długofalowej, często ryzykownej strategii. Z perspektywy redakcyjnej fascynujące jest obserwowanie, jak decyzje podejmowane w warszawskich biurach wpływały na to, czym jeździmy na co dzień, a finalnie także na to, jak postrzegana jest motoryzacja w całej Europie Środkowej. Zamiast laurki urodzinowej, przyjrzyjmy się mechanizmom, które sprawiły, że co czwarte nowe auto wyjeżdżające dziś na nasze drogi ma ten charakterystyczny znaczek na masce.
Początki w cieniu pol-motu i Miss Polonia
Cofając się pamięcią do lat 90., trzeba przypomnieć sobie zupełnie inny krajobraz gospodarczy, w którym rejestracja spółki Toyota Motor Poland w sylwestra 1990 roku była aktem sporej odwagi. W tamtych czasach szczytem marzeń dla wielu był jakikolwiek samochód zachodni, a standardy obsługi klienta wyznaczał państwowy Pol-Mot, co – mówiąc delikatnie – nie kojarzyło się z luksusem. Japończycy weszli w ten nieukształtowany rynek z zupełnie inną filozofią, budując pierwszy profesjonalny salon w podwarszawskiej Radości. Ciekawostką, która idealnie oddaje klimat tamtej epoki, jest fakt, że otwarcie połączono z wręczeniem nowej Corolli laureatce konkursu Miss Polonia. To właśnie wtedy, dzięki garstce zapaleńców, udział marki w rynku mozolnie piął się z poziomu poniżej 1% w górę. Z dzisiejszej perspektywy widać wyraźnie, że te pierwsze 25 lat, choć trudne, zbudowały fundament zaufania, bez którego późniejsza eksplozja popularności nie byłaby możliwa.
Ryzykowna gra w hybrydy i złota dekada
Prawdziwym przełomem, który moim zdaniem zdefiniował obecną pozycję marki, było postawienie wszystkiego na jedną kartę – napędy hybrydowe. Gdy konkurencja wciąż szlifowała diesle, Toyota w Polsce konsekwentnie edukowała kierowców, że prąd w samochodzie nie musi oznaczać problemów, a oszczędności. Efekty tej strategii są dzisiaj porażające: łączna sprzedaż hybryd przekroczyła nad Wisłą 400 tysięcy egzemplarzy, a napędy te stanowią niewyobrażalne 93% wszystkich kupowanych u nas Toyot. Ostatnia dekada, mimo pandemii, kryzysu półprzewodników i szalejącej inflacji, paradoksalnie stała się dla firmy „złotą erą”. Zamiast zwijać żagle w trudnych czasach, podejmowano szybkie i odważne decyzje o dostępności aut, co pozwoliło nie tylko przetrwać, ale wręcz zdominować rynek. To lekcja biznesu, która pokazuje, że w kryzysie wygrywają ci, którzy nie boją się iść pod prąd.
Polska centrala rozdaje karty w Europie
Warto też zauważyć, że polski oddział przestał być jedynie biorcą technologii i wytycznych, a stał się ich eksportem na skalę kontynentu. To właśnie menedżerowie z Polski, pod wodzą dr. Jacka Pawlaka, wdrażali pilotażowe programy, które teraz kopiuje cała Europa – od sieci Toyota Professional, która w 2025 roku stała się numerem 1 w segmencie aut użytkowych, po usługi najmu KINTO One. Skala tego sukcesu jest tak duża, że w 2022 roku Warszawa stała się oficjalną centralą na Europę Środkową. Wyniki mówią same za siebie: rok 2024 grupa zamknęła rekordem 156 tysięcy sprzedanych aut, z czego ponad 104 tysiące przypadło na samą Polskę. To pokazuje, że nasz rynek stał się motorem napędowym dla całego regionu, a polska myśl menedżerska, w połączeniu z japońską technologią, stworzyła mieszankę, z którą konkurencji niezwykle trudno jest rywalizować.