Bentley od lat kojarzy się z jednym – absurdalnie luksusowymi, piekielnie szybkimi, ale też koszmarnie ciężkimi kanapami na kołach. To definicja Grand Tourera, gdzie napęd na cztery koła jest jak ciepły koc, który ma utrzymać te dwie i pół tony w ryzach na autostradzie. Kiedy jednak w Crewe pada hasło „Supersports”, wiemy, że coś się święci i nie chodzi tylko o dodatkowy spojler. Tym razem jednak skala zmian wykracza poza wszystko, co zrobili do tej pory, bo Bentley postanowił zaszaleć. Nowa legenda rodzi się na naszych oczach i ma być dokładnym przeciwieństwem dotychczasowej filozofii.
Już 14 listopada, o absurdalnej porze 02:30 w nocy naszego czasu, Bentley pokaże światu czwartą odsłonę modelu Supersports. Informacje prasowe są na razie skąpe, ale zdradzają absolutny klucz programu: to będzie pierwszy Continental GT z napędem wyłącznie na tylne koła. To nie jest błąd w druku. Brytyjczycy świadomie wyrzucają przedni dyferencjał, by dać kierowcy maksymalne zaangażowanie i, nie bójmy się tego powiedzieć, możliwość palenia gumy w iście arystokratycznym stylu.
Po co komu napęd na tył w bentleyu
To pytanie jest fundamentalne. Przez dekady napęd AWD był synonimem bezpieczeństwa i stabilności, pozwalał byle milionerowi bez umiejętności wyjść z zakrętu na pełnym gazie w deszczu. Decyzja o przejściu na RWD to jasny sygnał: ten samochód nie jest dla każdego. To auto dla kierowcy, który czerpie przyjemność z prowadzenia, z walki z maszyną i z poczucia, że to on kontroluje potężną moc, a nie zestaw komputerów. To bezpośredni atak na terytorium Aston Martina czy nawet Ferrari. Bentley chce udowodnić, że też potrafi budować samochody, które dają czystą, analogową (na ile to dziś możliwe) frajdę z jazdy, a nie tylko izolują od świata.
Kuracja odchudzająca, która musiała boleć
Drugą obietnicą jest tytuł „najlżejszego samochodu w nowoczesnej historii Bentleya”. To brzmi jak oksymoron, bo „lekki Bentley” to nadal będzie pewnie coś w okolicach dwóch ton. Mimo to, samo wyrzucenie napędu na cztery koła to już spora oszczędność masy. Spodziewam się jednak znacznie więcej: karbonowych paneli nadwozia, lżejszych felg, tytanowego wydechu, a może nawet nieco odchudzonego wnętrza, choć to wciąż Bentley, więc o gołej blasze nie ma mowy. Każdy zrzucony kilogram w połączeniu z tylnym napędem przełoży się na zwinność, której Continental GT nie miał nigdy wcześniej.
Limitowana bestia jako hołd dla W12
Oczywiście, nazwa „Supersports” zobowiązuje, a historia tego miana sięga 100 lat wstecz. Chociaż Bentley milczy jeszcze na temat jednostki napędowej, jestem niemal pewien, że pod maską znajdzie się finalna, najbardziej podkręcona wersja legendarnego silnika W12, zanim ten na dobre odejdzie do muzeum. To byłby godny hołd i pożegnanie z epoką. Oczywiście produkcja będzie ściśle limitowana, co jest typowe dla tej serii. To nie jest auto do codziennej jazdy, ale natychmiastowy klasyk i klejnot kolekcjonerski. Szykujcie się na coś wyjątkowego, bo to może być ostatni tak bezkompromisowy, spalinowy Bentley w historii.
Czekam na testy. Wygląda na to że Bentley chce uszczknąć kawałek tortu Aston Martinowi. Zobaczymy czy im się uda, bo prowadzenie to nie tylko napęd na tył, to też zestrojenie zawieszenia.
Ciekawe czy bedzie lzejszy niz ten stary Supersports z 2009. Tamten tez byl mocno odchudzony. Ale RWD to nowosc.
To jest pożegnanie W12 na jakie ten silnik zasługuje. Ostatni prawdziwy, spalinowy potwór. Reszta to już będą nudne elektryki. Smutne ale piękne.
RWD w Bentleyu, świat się kończy.
Limitowana czyli co 50 sztuk? I tak wszystko wykupili szejkowie zanim jeszcze pokazali auto. Zwykly czlowiek to sobie moze popatrzec.
Widziałem już zdjęcia po premierze. Wygląda obłędnie, ten tylny spojler. Ciekawe ile W12 z tego wycisnęli. 800 koni?
NARESZCIE! Bentley dla kierowcy a nie dla szofera. RWD to jest to na co czekałem. Będzie palenie kapcia spod świateł 😀 Oby tylko wsadzili tam W12 na pożegnanie.
„Lekki bentley” dobre sobie. Z 2500kg zejda na 2300kg i wielkie halo. RWD przy tej masie to bedzie trumna na kołach.