Muszę przyznać, że Lexus LBX to mały fenomen. Wprowadził markę do segmentu, w którym nikt się jej nie spodziewał i, jak pokazują liczby – ponad 23 tysiące sprzedanych aut w 2024 roku – odniósł spektakularny sukces. To auto przyciągnęło do salonów zupełnie nowych klientów. Teraz, kiedy model już na dobre zadomowił się na rynku, Japończycy idą za ciosem i serwują nam wersję limitowaną – Vibrant Edition. Czy to tylko sprytnie dobrany pakiet stylistyczny, czy coś więcej? Przyjrzałem się detalom i już wiem, dla kogo jest ta propozycja.
Czerń, czerwień i szczypta agresji
Na pierwszy rzut oka widać, że celem stylistów było dodanie małemu crossoverowi odrobiny pazura. Standardowy LBX jest elegancki, ale wersja Vibrant Edition ma być bardziej zadziorna. Kluczem do tego efektu jest konsekwentne użycie czerni. Mamy tu więc 18-calowe felgi w czarnym macie, czarne spojlery, listwy okienne i drzwiowe, a nawet zderzaki wykończone fortepianową czernią. W mojej opinii to świetny ruch, który wizualnie obniża i poszerza auto. Ciekawym smaczkiem jest grill, którego wykończenie ma nawiązywać do ekstremalnej, koncepcyjnej wersji Morizo RR – to puszczenie oka do tych, którzy śledzą nowinki marki. Całość można zamówić w trzech konfiguracjach kolorystycznych, z których dwie, łączące lakiery Ruby Red lub Sonic Quartz z czarnym dachem, wyglądają po prostu zjawiskowo. To detale, które skutecznie zmieniają odbiór całego auta.
Wnętrze z charakterem, czyli witaj Dark Rose
Sportowy klimat przenosi się także do środka, a tutaj pierwsze skrzypce gra unikalna tapicerka. Lexus postawił na połączenie czarnej skóry półanilinowej z kontrastującymi akcentami w kolorze, który nazwano Dark Rose. Ten głęboki, ciemnoróżowy odcień znajdziemy na boczkach foteli, konsoli środkowej czy podłokietnikach. Wisienką na torcie są pasy bezpieczeństwa w tym samym kolorze oraz czerwone przeszycia Tatami.
To odważne, ale bardzo stylowe połączenie, które zdecydowanie wyróżnia tę wersję na tle standardowych konfiguracji. Co ważne, Lexus nie oszczędzał na wyposażeniu. Na pokładzie w standardzie mamy praktycznie wszystko, czego można oczekiwać od auta premium: od elektrycznie regulowanego fotela kierowcy, przez 12,3-calowy wirtualny kokpit, aż po system oczyszczania powietrza Nanoe X. To nie jest auto, w którym trzeba dopłacać za oczywistości.
Dla kogo i czy warto się spieszyć?
Pod maską bez zmian – i bardzo dobrze. Pracuje tu ten sam, oszczędny i dynamiczny układ hybrydowy o mocy 136 KM, który świetnie sprawdza się w miejskiej dżungli. Przyspieszenie w 9,2 sekundy do setki jest w zupełności wystarczające, a niskie spalanie (od 4,4 l/100 km) to jego ogromny atut. Komu więc poleciłbym tę wersję? Przede wszystkim osobom, które kupują oczami i chcą się wyróżnić. LBX Vibrant Edition to propozycja dla indywidualistów ceniących sobie styl i ekskluzywność. A na decyzję nie ma zbyt wiele czasu. Produkcja tej limitowanej serii rusza właśnie teraz, we wrześniu 2025 roku, i potrwa zaledwie do maja 2026. Jeśli więc chcesz mieć LBX-a, którego nie będzie miał co drugi sąsiad, to jest właśnie ten moment. Lexus umiejętnie podsyca zainteresowanie swoim bestsellerem, dając klientom dokładnie to, czego oczekują – produkt premium w jeszcze bardziej unikalnym opakowaniu.