Na wstępie przyznam, że nie jestem fanem w pełni elektrycznych samochodów. Oczywiście rozumiem, że jest to przyszłość motoryzacji, że są to najnowsze technologie, ale moim zdaniem przed elektrykami jeszcze długa droga by całkowicie wyprzeć z rynku samochody spalinowe. Szczególnie Polska nie jest gotowa na wyzwanie elektryczności. Z jednej strony infrastruktura, która w większych miastach jest całkiem niezła a na prowincji kuleje z drugiej strony Polaków nie stać jeszcze na takie samochody co dobitnie pokazał raport opublikowany na naszej stronie.
By zmierzyć się z moimi tezami postanowiłem tegoroczną majówkę spędzić w podróży za kierownicą Renault Megane E-Tech 100% Electric. A, że w tym roku mój weekend majowy trwał aż 10 dni tym lepiej udało mi się poznać zalety i wady samochodów elektrycznych, a w szczególności francuskiego kompaktu, którym zrobiłem ponad 2000 kilometrów. Zapraszam na test z cyklu #kluczowa10
Design
Megane już w parku prasowym robi wrażenie. Bo jak większość samochodów elektrycznych wygląda nietuzinkowo i zdecydowanie przyciąga wzrok. Jego nowoczesny wygląd sprawia, że za równo pod maską (a w zasadzie pod podłogą) jak i we wnętrzu możemy się spodziewać najnowszych technologii. Obła sylwetka, wąskie światła i 20 calowe felgi z czarnymi nadkolami powodują, że Megane wygląda na większe niż jest w rzeczywistości.
W porównaniu do czwartej generacji jest o 15,9cm krótszy (4200mm) o 4,6cm węższy (1768mm), ale aż o 5,8cm (1505mm) wyższy z rozstawem osi większym o 1,6cm (2685mm). Dzięki temu bagażnik V generacji ma aż 440 litrów pojemności, a po złożeniu foteli przestrzeń ta zwiększa się do 1332 litrów. Przyczepić się można jedynie uskoku, który tworzą złożone fotele wraz z podłogą dość głębokiego bagażnika, pod którą znajduje się dodatkowa przestrzeń na przewody do ładowania baterii.