Rajd Monte Carlo to nie tylko inauguracja sezonu WRC 2026, ale w tym roku przede wszystkim wielka scena dla czeskiej marki, która postanowiła świętować swoje urodziny z hukiem wydechów i szumem silników elektrycznych. Škoda Motorsport obchodzi właśnie 125-lecie istnienia i trudno wyobrazić sobie lepsze miejsce na taką celebrację niż legendarne oesy wciśnięte między alpejskie skały a Morze Śródziemne. To właśnie tutaj historia motoryzacji spotyka się z jej przyszłością, a Czesi pokazują, że mimo wieku, wciąż mają apetyt na dominację w świecie rajdów. Sobotni wieczór przy kasynie w Monako będzie należał do nich, łącząc spalinową tradycję z elektryczną innowacją.
Niecodziennie zdarza się, by podczas jednej imprezy zobaczyć obok siebie szczytowe osiągnięcie inżynierii spalinowej klasy Rally2 i futurystyczny prototyp elektryczny, który ma wyznaczać nowe ścieżki w motorsporcie. To wyraźny sygnał, że producent z Mlada Boleslav nie zamierza odcinać kuponów od swojej bogatej historii, ale agresywnie patrzy w przyszłość, testując technologie w najtrudniejszych warunkach bojowych. Obchodzony jubileusz to nie tylko dmuchanie świeczek na torcie, ale pokaz siły i technologii, który ma zapaść w pamięć kibicom zgromadzonym przy trasie najstarszego rajdu świata.
Demonstracja siły i elektryczna rewolucja na torze F!
Choć oczy wszystkich zwrócone są na walkę o sekundy, to show skradną w ten weekend dwie legendy, które tym razem nie walczą o puchar, a o uwagę publiczności. Andreas Mikkelsen i Jan Kopecký, byli mistrzowie WRC2, wcielą się w rolę ambasadorów marki w dość nietypowy sposób. Mikkelsen zabierze gości VIP na prawy fotel sprawdzonej w boju Škody Fabii RS Rally2, dając im posmakować przeciążeń, jakie generuje topowa rajdówka. Jednak to, co zrobi Kopecký, budzi chyba jeszcze większe emocje w kontekście rozwoju dyscypliny. Czech poprowadzi w pełni elektryczny model Enyaq RS Race po fragmentach słynnego toru Formuły 1. To odważny ruch, pokazujący, że „elektryki” w rajdach to nie pieśń odległej przyszłości, ale technologia, która już puka do drzwi parku serwisowego. Zestawienie tych dwóch maszyn obok siebie to fascynujące studium ewolucji, jakiej jesteśmy świadkami.
Oponiarska ruletka w alpejskiej scenerii
Celebracja celebracją, ale Monte Carlo to przede wszystkim bezlitosna rywalizacja, gdzie margines błędu nie istnieje. Dziesięć załóg w Škodach staje przed klasycznym dylematem tego rajdu, który często przypomina grę w kasynie. Trasa o długości blisko 340 kilometrów to mieszanka suchego asfaltu, zdradliwego „czarnego lodu” i śniegu zalegającego w wyższych partiach gór. Wybór opon jest tu kluczowy i często decyduje o być albo nie być w rajdzie, zwłaszcza gdy brakuje serwisu między odcinkami. Kierowcy muszą przejechać nawet trzy próby na jednym komplecie, co wymusza zgniłe kompromisy. To właśnie w takich warunkach wychodzi kunszt inżynierów i odporność psychiczna kierowców, bo auto ustawione pod przyczepny asfalt staje się narowistą bestią na oblodzonym nawrocie.
Polski akcent w morzu czeskich maszyn
Patrząc na listę startową, widać wyraźnie, jak potężnym graczem w kategorii WRC2 jest Škoda – to niemal puchar markowy wewnątrz mistrzostw świata. Wśród dziesięciu załóg korzystających z czeskiej konstrukcji mamy też mocny polski akcent. Jarosław Kołtun i Ireneusz Pleskot zmierzą się z alpejskimi serpentynami, mając za rywali takie nazwiska jak Camilli czy Daprà. To pokazuje, że Fabia RS Rally2 pozostaje bronią pierwszego wyboru dla prywatnych zespołów szukających niezawodności i osiągów. Dla polskiej załogi ukończenie tego morderczego klasyka w tak doborowym towarzystwie i w jubileuszowym dla marki roku, będzie z pewnością nie lada wyczynem i powodem do dumy.