W oczekiwaniu na najmocniejszą wersję Mégane, Renault zaoferowało nam odmianę bardziej zdroworozsądkową która ma w założeniu łączyć sportowe osiągi z komfortem i w miarę niewygórowaną ceną. Mowa tu o Mégane GT a w wersji kombi zwanej przez francuskiego producenta Grandtour.
Nazwa zobowiązuje, samochód z podwójnym GT w nazwie (z włoskiego Gran Turismo) powinien oferować ponadprzeciętne osiągi, luksus oraz komfort szczególnie na długich trasach. Czy tak jest w rzeczywistości postanowiłem sprawdzić wybierając się Meganką do Pragi.
Zapatrzone w starszego brata
Jeszcze przed wyruszenie w zasadniczą podróż dało się zauważyć że za Megane podążają ciekawskie spojrzenia przechodniów. I nie tylko dlatego że była to sportowa odmiana francuskiego kompaktu czerpiąca garściami ze sportowych tradycji Renault Sport. To po prostu ciekawie zaprojektowany samochód, który jest podobny do większego Talismana. I nie jest to zarzut bo mimo tego że przednie światła do jazdy dziennej w technologii LED nie są tak dużymi zawijasami jak w Talismanie a grill jest znacznie węższy to wszystko jest na tyle proporcjonalne że prezentuje się naprawdę atrakcyjnie.
Szczególnie w kolorze Niebieskim Iron, który jest wyróżnikiem wersji GT i dominuje również we wnętrzu, szczególnie na sportowych kubełkowych fotelach o których napiszę dalej. Z zewnątrz sportowy charakter zdradzają jeszcze takie dodatki jak napis Renault Sport na tylnej klapie, znaczek GT tuż pod logo z przodu, czarny zamiast chromowanego grill czy 18” felgi z logo GT będące kompromisem między atrakcyjnym wyglądem a komfortem. W całym tym sportowym stroju Renault zabrakło mi jednak dwóch końcówek układu wydechowego.