Kiedy myślę o Ferrari, przed oczami staje mi F430 – niskie, muskularne, z agresywnym tyłem i wlotami powietrza jak z bolidu F1. Albo 812 Superfast – drapieżny fastback z V12, który samą sylwetką krzyczy „prędkość”. I właśnie dlatego nowe Ferrari Luce wywołuje u mnie tak ogromny dysonans. Pierwszy elektryczny model z Maranello nie przypomina żadnego Ferrari w historii. Jest dziwny, kontrowersyjny i – nie bójmy się tego słowa – dla wielu po prostu brzydki.
Nie jestem w tej opinii odosobniony. Internet dosłownie eksplodował po premierze. Jedni porównują Luce do Nissana Leafa, inni mówią, że wygląda jak produkt Kii, jeszcze inni zastanawiają się, czy można kupić samo wnętrze bez karoserii. Internauci zaczęli nawet przerabiać Luce przy pomocy AI, żeby pokazać, jak ich zdaniem powinno wyglądać. Pojawiło się też pytanie: skoro Luce tak bardzo odcina się od tradycji, to dlaczego w ogóle nazywa się Ferrari?
Projektanci Apple zamiast Centro Stile
Za projekt Luce odpowiada studio LoveFrom, założone przez byłych projektantów Apple – Jony’ego Ive’a i Marca Newsona. To ci sami ludzie, którzy stworzyli iPhone’a, MacBooka i Apple Watcha. Ferrari Centro Stile miało minimalny wpływ na wygląd auta – mogło zgłaszać uwagi tylko w przypadku ograniczeń technicznych. Efekt? Auto wygląda jak produkt Apple na kołach – futurystyczne, minimalistyczne, kompletnie niepasujące do języka stylistycznego Ferrari. Jedynym czytelnym nawiązaniem do tradycji są okrągłe podwójne tylne lampy.