Wyścigi Formuły E na historycznym lotnisku Tempelhof zawsze dostarczają niesamowitych emocji, ale tegoroczna edycja była dla fanów niemieckiej marki szczególna. Berlin stał się areną wielkiego triumfu, gdzie technologia elektryczna spotkała się z bogatą historią motorsportu. Obserwowanie zmagań najszybszych „elektryków” świata w stolicy Niemiec pozwala wierzyć, że przyszłość wyścigów jest w dobrych rękach. Porsche pokazało, że u siebie potrafi narzucić tempo, którego rywale po prostu nie są w stanie wytrzymać.
Obecny sezon wchodzi w decydującą fazę, a walka o tytuł mistrzowski nabiera niezwykłych rumieńców. Wyścigi w Berlinie miały stanowić ostateczną odpowiedź, czy legendarny producent udźwignie ciężar oczekiwań przed własną publicznością. Jak się okazało w ubiegły weekend, stajnia ze Stuttgartu zrobiła to w iście mistrzowskim i dominującym stylu.
Sobotnie emocje i przełomowy sukces Nico Müllera
W sobotę, 2 maja, odbył się wyczekiwany 7. wyścig sezonu. Z szóstego pola na startowych kratach ruszył szwajcarski kierowca Nico Müller, który – muszę to przyznać z pełnym przekonaniem – rozegrał te zawody po prostu po profesorsku. Zawsze ceniłem go za opanowanie w trudnych i stykowych sytuacjach, ale to, co pokazał na dystansie 39 okrążeń, to był absolutny i czysty kunszt. Jego dopracowany do granic możliwości bolid Porsche 99X Electric po genialnie rozegranym ładowaniu typu Pit Boost dosłownie fruwał po berlińskim asfalcie. Müller wyczekał odpowiedni moment, jako pierwszy z czołówki odpalił tryb ataku, bezlitośnie odjechał rywalom i na metę wpadł z rewelacyjną przewagą prawie 5 sekund. Wyobraźcie sobie, że ten chłopak czekał na swój moment chwały w elektrykach aż 69 wyścigów! Z kolei Pascal Wehrlein miał w ten dzień gigantycznego pecha – ruszał z pierwszej linii, pokazał piekielnie mocne tempo, ale niefortunnie przebita opona zrzuciła go ostatecznie na daleką 19. pozycję. Taki już jest ten brutalny sport motorowy, o czym zawodnicy przekonują się na każdym kroku.
Niedzielny rewanż i powrót na pozycję lidera
W niedzielę, 3 maja, stawka ustawiła się do 8. wyścigu na dystansie 37 okrążeń. Pascal Wehrlein nie zamierzał długo użalać się nad wczorajszym defektem i pewnie zgarnął upragnione pole position. Jego ryzykowna strategia na sam wyścig polegała na początkowym świadomym zjechaniu w głąb stawki, by zyskać strumień aerodynamiczny i oszczędzać cenną energię – to taki typowy dla Formuły E zabieg, który zawsze przyprawia mnie o dreszcze. Niemiec ostatecznie spadł na trzecie miejsce z winy mocno zużytych opon, ale szczerze mówiąc, to wciąż fantastyczny wyczyn, dający mu już czwarte podium w tym sezonie. Dzięki temu Wehrlein błyskawicznie odzyskał prowadzenie w klasyfikacji generalnej kierowców, mając na koncie 101 punktów – o drobne 3 punkty więcej niż Mitch Evans. Z kolei wczorajszy bohater, Müller, świetnie przebijał się z jedenastego pola na szóstą lokatę, jednak w końcówce pechowa kolizja zepchnęła go na 13. miejsce.
Kultowe malowanie Pink Pig budzi niesamowite wspomnienia
Jako absolutny maniak historii motoryzacji po prostu nie mogłem oderwać wzroku od genialnego malowania Pink Pig (czyli popularnej „różowej świnki”), w którym zaprezentowały się na torze obydwa bolidy Porsche 99X Electric. Ten bezkompromisowy design to dla fanów istna świętość! Przypomnę tylko, że te specyficzne, rzeźnicze linie cięcia wieprzowiny zadebiutowały w 1971 roku podczas 24-godzinnego maratonu w Le Mans na niesamowitym modelu Porsche 917/20. Jakby tego było mało, w 2018 roku powtórzyły swój legendarny status na Porsche 911 RSR (kategoria GTE Pro), za którego kierownicą zasiedli Michael Christensen, Kévin Estre i Laurens Vanthoor, zgarniając zwycięstwo. Co najlepsze, to właśnie ten zwycięski wóz pofatygowano aż na E-Prix Berlina, by cieszył oczy publiczności. Uważam, że to piękny i nostalgiczny hołd dla sportowej tradycji.
Jubileusz 75-lecia i miliony na cele charytatywne
W ten sam weekend na szczelnie wypełnionych trybunach świętowano również prestiżowe 75-lecie Porsche Motorsport. Ekspozycja klasycznych maszyn wyścigowych, na której błyszczał m.in. ultrarzadki model Porsche 550 Spyder, przyciągała ogromne zainteresowanie kibiców. Aż miło było patrzeć na torowe pokazy, w których brali udział były kierowca Formuły 1 Mark Webber oraz znany w Niemczech aktor Richy Müller. Równolegle, w ramach wspaniałej inicjatywy Racing for Charity, za każde przejechane przez zawodników okrążenie niemiecki koncern (Dr. Ing. h.c. F. Porsche AG) przekazywał równiutkie 400 euro. Dzięki bezawaryjnej i długiej jeździe uzbierano potężną kwotę 216 000 euro, która zasili m.in. Kinderherzen retten e.V. oraz fundację Interplast Germany e.V.. Sama organizacja mistrzostw ze swojego funduszu Better Futures dorzuciła do tego szczytnego celu dodatkowe 25 000 euro.
Komentarze zespołu – pasja i wielkie zadowolenie
Kiedy po zakończeniu weekendu wsłuchałem się w opinie kluczowych postaci, z każdego słowa biła wielka ulga i sportowa duma.