To pierwszy raz, gdy z marką Chery mogłem zapoznawać się przez tak długi czas. Niemal 1900 kilometrów i siedem dni po drogach północnej Polski dało pełen obraz tego chińskiego SUV-a. I muszę przyznać, że moje pierwotne uprzedzenia zostały całkowicie zrewidowane. Do tej pory z chińskiej technologii najchętniej korzystałem z telefonów komórkowych i byłem z nich bardzo zadowolony.

Logicznie myśląc, spodziewałem się więc, że samochód będzie wyśmienity od strony softwarowej, czyli warstwy technologiczno-programistycznej, a polegnie na hardwarze, czyli tym, w czym dojrzałe są marki japońskie i europejskie. Silnik, zawieszenie, skrzynia biegów. Nic bardziej mylnego. Ale nie uprzedzajmy faktów. Zapraszam na kolejny test z cyklu #kluczowa10.chery-tiggo-8-csh-test-1900-km-0079 TEST | Chery Tiggo 8 CSH – chiński plug-in hybrid, który obalił moje uprzedzenia. Niemal 1900 km bez taryfy ulgowej – opinie, recenzja, #kluczowa10

1. Nad Bałtyk z chińskim SUV-em i wstępnymi uprzedzeniami

Testowy Chery Tiggo 8 CSH w kolorze Aurora Green odebrałem w Warszawie, po której się jeszcze trochę pokręciłem doceniając cichy i niezwykle elastyczny napęd elektryczny a następnie wskoczyłem na trasę S7 w kierunku Trójmiasta. Trasa była intensywna, paliwo kosztowało wtedy 8 złotych za litr, a więc kwestia ekonomiczności nabierała natychmiast realnego wymiaru. Pierwsze zaskoczenie: akumulator od zera do 25 km zasięgu naładował się samoczynnie już podczas tej trasy, przy włączonym trybie początkowym. To właśnie na tej drodze zaczął się mój test tego, jak Chery zarządza energią.