Rynek elektrycznych SUV-ów premium właśnie wzbogacił się o kolejnego gracza, który może solidnie namieszać. Lexus oficjalnie zaprezentował model TZ – największego elektryka w swojej gamie, który stawia na komfort podróżowania w sześcioosobowym wydaniu. To nie jest po prostu kolejny SUV na prąd. Japończycy postanowili podejść do tematu inaczej, koncentrując się na tym, co dla klientów premium jest najważniejsze – wygodzie, ciszy i poczuciu kontroli. Czy Lexus trafił w dziesiątkę?
Gdy pierwszy raz zobaczyłem zapowiedzi tego auta, pomyślałem: „kolejny duży elektryk, nic nowego”. Ale im dłużej analizuję specyfikację i rozwiązania techniczne, tym bardziej rozumiem, że Lexus TZ to projekt przemyślany od podstaw. Marka nie ściga się na osiągi ani na rekordowe zasięgi. Zamiast tego obiera kurs na coś, co wyróżniało Lexusa od zawsze – doskonały komfort jazdy.
Nowy model został dopracowany w centrum technicznym Lexusa w Shimoyamie, tym samym, które odpowiada za dopieszczanie flagowych modeli marki. To tam inżynierowie spędzili tysiące godzin, szlifując każdy detal. Efekt? Auto, które ma być oazą spokoju na kołach. Brzmi jak marketingowy frazes, ale znając podejście Lexusa, jestem skłonny w to uwierzyć.
Sześć miejsc i priorytet komfortu – TZ wyznacza nowy standard
Lexus TZ to sześciomiejscowy SUV zaprojektowany z myślą o jak największym komforcie podróżowania. Inżynierowie szczególną uwagę zwrócili na wygodę pasażerów w drugim i trzecim rzędzie siedzeń. To nie jest auto, gdzie trzeci rząd to siedzenia awaryjne dla dzieci – tutaj każdy pasażer ma czuć się komfortowo. Dwa fotele w drugim rzędzie to ukłon w stronę klientów premium, którzy często podróżują z rodziną lub partnerami biznesowymi.
W tym modelu debiutuje specjalny tryb jazdy Comfort, który został zaprogramowany pod kątem jak najwyższego komfortu pasażerów tylnych foteli. Jego działanie opiera się na współdziałaniu systemu tylnych skrętnych kół, odpowiednim balansie siły hamowania pomiędzy przodem a tyłem oraz pracy napędu DIRECT4. To wszystko po to, by zminimalizować przechyły nadwozia i zapewnić jak najpłynniejszą podróż. W praktyce oznacza to, że nawet na nierównej drodze pasażerowie nie będą czuć szarpania czy bujania.
Lexus doskonale rozumie, że w tej klasie aut komfort to waluta. Klienci nie chcą czuć każdej nierówności drogi ani zmagać się z hałasem. Chcą podróżować w ciszy i spokoju. I właśnie dlatego TZ może być odpowiedzią na potrzeby tych, którzy rozważają przesiadkę z dużych spalinowych SUV-ów na elektryczne odpowiedniki. Bo luksus w elektryku to coś więcej niż tylko zerowa emisja – to przede wszystkim izolacja od świata zewnętrznego.
Sztywność nadwozia i Lexus Driving Signature
Lexus od lat podkreśla znaczenie Lexus Driving Signature – filozofii, która ma zapewniać kierowcy pewność prowadzenia i pełną kontrolę nad samochodem. W modelu TZ zastosowano ją z pełną konsekwencją. Konstrukcję usztywniono w kluczowych obszarach – z przodu oraz w przedniej i tylnej części platformy. Zwiększono również ogólną sztywność nadwozia, dzięki czemu samochód prowadzi się cicho i komfortowo.
Co ciekawe, inżynierowie nie skupili się wyłącznie na miękkości zawieszenia. Postawili na zbalansowane połączenie komfortu i kontroli. Układ zawieszenia to kolumny MacPhersona z przodu oraz tylne zawieszenie wielowahaczowe. To klasyczne rozwiązanie w segmencie premium, ale dopracowane w centrum Shimoyama. W praktyce oznacza to, że auto nie będzie pływało po drodze jak przeciętny amerykański SUV sprzed lat – zachowa precyzję i przewidywalność.
Dla mnie kluczowe jest to, że Lexus nie zapomina o kierowcy, stawiając jednocześnie na pasażerów. Często w autach zorientowanych na komfort kierowca czuje się trochę jak szofer. W TZ tak być nie powinno – układ jezdny daje kierowcy pewność prowadzenia, a jednocześnie nie męczy go nadmierną twardością. To trudna sztuka i jestem ciekaw, jak wypadnie to w rzeczywistości.
System skrętnych kół tylnych – manewrowość dużego SUV-a
Lexus TZ może być wyposażony w opcjonalny system Dynamic Rear Steering (DRS), który pozwala na skręt tylnych kół o maksymalnie cztery stopnie. Przy niskich i średnich prędkościach tylne koła skręcają przeciwnie do przednich, co poprawia precyzję toru jazdy, manewrowanie oraz szybkość pracy układu kierowniczego. Przy wyższych prędkościach skręcają zgodnie z kierunkiem kół przednich, zwiększając stabilność auta.
Efekt zastosowania DRS jest konkretny – promień skrętu wynosi zaledwie 5,4 metra, podczas gdy bez tego systemu byłoby to 5,8 metra. To wynik porównywalny z mniejszymi SUV-ami segmentu D! Wyobraźcie sobie parkowanie sześciomiejscowego kolosa na ciasnym parkingu – z DRS staje się to znacznie łatwiejsze. To technologia, która realnie ułatwia codzienne życie.
Szczerze mówiąc, cieszę się, że Lexus postawił na to rozwiązanie. W elektrycznych SUV-ach, gdzie rozstaw osi bywa ogromny przez płaską podłogę i baterię, manewrowość często kuleje. DRS to nie tylko gadżet – to funkcja, którą doceni każdy, kto kiedykolwiek próbował zawrócić dużym autem na wąskiej ulicy. Cztery stopnie skrętu tylnych kół robią różnicę między „uda się” a „muszę to zrobić na trzy razy”.
Napęd DIRECT4 – stałe 4×4 z inteligentnym rozdziałem momentu
Lexus TZ ma stały napęd na cztery koła DIRECT4, który automatycznie rozdziela moment obrotowy między przednią a tylną oś. System działa zgodnie z warunkami na drodze i wybranym trybem jazdy, zapewniając liniowe przyspieszenie oraz doskonałe prowadzenie w zakrętach. To nie jest dołączany napęd, który reaguje z opóźnieniem – DIRECT4 działa stale, analizując przyczepność i dostosowując rozdział momentu w ułamku sekundy.
Dla kierowcy oznacza to przede wszystkim przewidywalność. Auto nie podsterownieje nagle przy dynamicznym wyjściu z zakrętu i nie zaskoczy nadsterownością na śliskiej nawierzchni. DIRECT4 to inteligentny system, który dba o to, by auto jechało dokładnie tam, gdzie celuje kierowca. W połączeniu z nisko położonym środkiem ciężkości (dzięki baterii w podłodze) daje to naprawdę solidną bazę do budowania pewności za kierownicą.
Co ważne, DIRECT4 nie jest sportowym napędem w stylu „tryb drift”. Lexus wyraźnie podkreśla, że to system nastawiony na komfort i bezpieczeństwo, a nie na palenie gumy. I dobrze – TZ nie jest hot hatchem ani wyścigówką. To duży, rodzinny SUV, który ma dowieźć pasażerów na miejsce wypoczętych i bezpiecznych. DIRECT4 idealnie wpisuje się w tę filozofię.
Interactive Manual Drive – zabawa dla kierowcy
W Lexusie TZ zadebiutuje również Interactive Manual Drive – rozwiązanie znane już z Lexusa RZ 550e F SPORT. To wirtualna, ośmiobiegowa przekładnia, która generuje zmiany biegów, analizując sposób operowania pedałem gazu przez kierowcę oraz prędkość pojazdu. Kierowca może zmieniać biegi łopatkami, a na wyświetlaczu przed kierowcą pojawia się obrotomierz. Kolejnym przełożeniom towarzyszą dźwięki imitujące silnik spalinowy.
Szczerze? To rozwiązanie budzi we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiem intencję – dać kierowcy więcej zaangażowania i frajdy z jazdy, zwłaszcza gdy przesiada się ze spalinowego auta z manualną skrzynią. Z drugiej strony, czy w dużym SUV-ie nastawionym na komfort to w ogóle potrzebne? Może i tak – w końcu nawet w limuzynach są łopatki do zmiany biegów, a kierowcy lubią mieć wybór. Interactive Manual Drive to taka ciekawostka, która może umilić jazdę, ale nie jest kluczowym elementem tego auta.
Myślę, że większość kierowców TZ po prostu zostawi auto w trybie automatycznym i zapomni o łopatkach. Ale dla tych, którzy lubią pobawić się „manualem”, to fajna opcja. Lexus pokazuje, że nawet w komfortowym SUV-ie można znaleźć elementy dla entuzjastów. I choć to raczej gadżet niż rewolucja, doceniam, że marka nie zapomina o frajdzie z jazdy.
Największa bateria w gamie i wysoka moc
Lexus TZ został wyposażony w akumulator litowo-jonowy o pojemności 95,82 kWh – to największa bateria w całej gamie elektrycznych samochodów Lexusa. W zależności od wersji przewidywany zasięg wyniesie nawet do 530 km. To solidny wynik jak na tak dużego SUV-a. Oczywiście, realny zasięg będzie zależał od stylu jazdy, temperatury i obciążenia auta, ale 530 km WLTP daje spokojną rezerwę nawet na dłuższe trasy.
Za napęd odpowiadają dwie kompaktowe, lekkie jednostki eAxle – po jednej z przodu i z tyłu. Każda z nich generuje moc 167 kW (227 KM) i 268,6 Nm momentu obrotowego. Łączna moc systemowa to solidna wartość, która zapewni osiągi odpowiednie dla auta o takich wymiarach. Lexus nie podaje konkretnej wartości przyspieszenia, ale spodziewam się wyniku w okolicach 6-7 sekund do setki – wystarczająco, by sprawnie włączyć się do ruchu i bezpiecznie wyprzedzać.
Ciekawostką jest tryb Range, który ogranicza moc oraz prędkość pojazdu, aby złagodzić wytracanie prędkości oraz uniknąć niepotrzebnego przyspieszania i hamowania. To rozwiązanie dla tych, którzy chcą wycisnąć maksymalny zasięg. W praktyce działa podobnie jak eco-mode w innych elektrykach – redukuje reakcję na pedał gazu i ogranicza prędkość maksymalną. Dla mnie to must-have w trasie, gdy do najbliższej ładowarki zostało jeszcze kilkadziesiąt kilometrów.
Ładowanie i zarządzanie temperaturą
Lexus TZ jest wyposażony w pokładową ładowarkę AC o mocy 22 kW, co jest wynikiem bardzo przyzwoitym. Dla porównania, wiele konkurencyjnych modeli oferuje tylko 11 kW. Oznacza to, że na domowej wallboxie o odpowiedniej mocy auto naładuje się dwa razy szybciej. Szybkie ładowanie prądem stałym (DC) o mocy 150 kW pozwala naładować baterię od 10 do 80% w około 35 minut. To wynik w granicach średniej rynkowej – nie powala, ale też nie rozczarowuje.
Za szybkie i stabilne ładowanie odpowiada system chłodzenia akumulatora cieczą oraz zaawansowane zarządzanie temperaturą. To kluczowe dla zachowania wysokiej mocy ładowania nawet przy dłuższych postojach na ładowarce. Dochodzi do tego funkcja wstępnego przygotowania akumulatora do ładowania, która uruchamia się automatycznie po wybraniu punktu ładowania w nawigacji. Można ją też aktywować ręcznie przed planowanym postojem. To standard w nowoczesnych elektrykach, ale cieszę się, że Lexus o tym nie zapomniał.
Inteligentny system planowania trasy uwzględnia punkty ładowania i automatycznie dopasowuje wybrane punkty do poziomu naładowania akumulatora. To rozwiązanie, które znamy już z innych modeli premium – auto samo prowadzi kierowcę od ładowarki do ładowarki, optymalizując trasę. Dla kogoś, kto nie chce tracić czasu na planowanie postojów, to absolutny gamechanger. W TZ ten system działa w pełni automatycznie, co powinno ucieszyć zwolenników bezstresowych podróży.
Podsumowanie – Lexus TZ celuje w serce segmentu premium
Lexus TZ to auto, które nie próbuje być wszystkim dla wszystkich. Japończycy postawili na komfort i wygodę, tworząc sześciomiejscowego SUV-a, który ma być oazą spokoju na kołach. Największa bateria w gamie, stały napęd DIRECT4, system skrętnych kół tylnych i tryb Comfort – to wszystko składa się na spójną wizję auta premium dla wymagających klientów. Nie ma tu miejsca