Renault od dłuższego czasu udowadnia, że świat motoryzacji nie kończy się na Starym Kontynencie, a ich apetyt na globalną ekspansję rośnie w miarę jedzenia. Francuzi właśnie odkryli karty – a właściwie nazwę – swojego najnowszego dziecka, które ma podbić rynki pozaeuropejskie. Filante, bo tak ochrzczono ten model, to nie jest po prostu kolejny crossover w gamie, ale manifestacja ambicji marki w segmencie E, czyli tam, gdzie liczy się już nie tylko użyteczność, ale przede wszystkim prestiż i charyzma. Oficjalna premiera odbędzie się już jutro, ale samo pozycjonowanie tego auta pokazuje, że Renault chce walczyć o klienta z grubym portfelem, oferując mu coś, co łączy francuski styl z azjatycką precyzją montażu.
Jest to element szerszej układanki znanej jako „International Game Plan 2027”, w ramach której marka planuje aż osiem premier poza Europą. Filante jest piątą z nich i, patrząc na zapowiedzi, jedną z najważniejszych. Samochód będzie produkowany w zakładach w Busan w Korei Południowej, co nie jest przypadkiem. Koreańczycy od lat mają świetne know-how w budowaniu dużych, komfortowych limuzyn i SUV-ów (segmenty D i E), a Renault sprytnie wykorzystuje ten potencjał, łącząc go z własnym designem. To ciekawy ruch, który sugeruje, że Filante będzie autem dopracowanym technologicznie i jakościowo, celującym w gusta klientów szukających alternatywy dla niemieckiej czy japońskiej konkurencji, ale z nutą awangardy.
Powrót do historycznych korzeni
Nazwa nowego modelu nie wzięła się z powietrza i, jak to często bywa u Francuzów, ma romantyczne tło historyczne. Marka odkurzyła legendę z 1956 roku – model Etoile Filante. Był to eksperymentalny bolid napędzany turbiną gazową, który na dnie wyschniętego jeziora Bonneville w USA bił rekordy prędkości, przekraczając 300 km/h. Sięgnięcie po tę nazwę to jasny sygnał: nowy crossover ma być aerodynamiczny, szybki (przynajmniej wizualnie) i przełomowy. Słowo „filante” kojarzy się z czymś mknącym, „spadającą gwiazdą”, co ma oddawać ducha podróży i dynamiki. W dobie, gdy większość aut nazywa się kombinacją liter i cyfr, taki powrót do „imion” z duszą jest miłą odmianą.
Jutrzejsza premiera w Seulu
Choć na razie dysponujemy głównie zapowiedziami i szczątkowymi informacjami, wszystko stanie się jasne już jutro rano. 13 stycznia o godzinie 8:00 naszego czasu (CET) w Seulu kurtyna opadnie i zobaczymy, czy obietnice o „charyzmatycznym designie” i „klasie premium” znajdą pokrycie w rzeczywistości. Fakt, że premiera odbywa się w Korei, a auto początkowo trafi na tamtejszy rynek, sprawia, że dla europejskiego odbiorcy Filante staje się swego rodzaju „zakazanym owocem”. Czy trafi kiedyś do Polski? Tego nie wiemy, ale biorąc pod uwagę rosnące zainteresowanie dużymi SUV-ami, nie można tego wykluczyć w dalszej przyszłości. Na razie pozostaje nam śledzić jutrzejszą transmisję i ocenić, czy francuska wizja luksusu w koreańskim wydaniu ma szansę namieszać na globalnym rynku.