Rynek motoryzacyjny w Polsce zmienia się na naszych oczach, a tempo tych zmian zdaje się tylko przyspieszać. Chińskie marki, które jeszcze niedawno traktowaliśmy z przymrużeniem oka, dzisiaj na poważnie wchodzą do gry. Widzieliśmy już ich auta spalinowe i elektryczne, ale teraz uderzają w segment, który w naszym kraju jest niemal święty – w pełne hybrydy. A premiera modelu OMODA 5 Hybrid to dowód na to, że nie zamierzają być tylko tłem dla japońskich i koreańskich gigantów.

Muszę przyznać, że kiedy pierwszy raz zobaczyłem specyfikację i cennik nowej hybrydowej OMODY, musiałem sprawdzić je dwa razy. Liczby wyglądają tak dobrze, że aż trudno w nie uwierzyć. Marka, która jest w Polsce stosunkowo od niedawna, rzuca na stół produkt, który na papierze deklasuje wielu znacznie bardziej doświadczonych graczy. To już nie jest pukanie do drzwi segmentu, to jest wejście z potężnym kopniakiem.

Moc i oszczędność, czyli hybryda bez kompromisów?

Zacznijmy od tego, co najważniejsze pod maską. OMODA 5 Hybrid to nie jest żadna „miękka hybryda” z symbolicznym silniczkiem elektrycznym. Mówimy tu o pełnoprawnym, zaawansowanym układzie hybrydowym. Łączy on silnik benzynowy 1.5 TGDI z dwoma silnikami elektrycznymi, generując łączną moc systemową 224 KM i moment obrotowy 295 Nm. To są wartości, których nie powstydziłby się usportowiony kompakt, a nie rodzinny crossover. Co ciekawe, układ może pracować w trybie czysto elektrycznym, szeregowym lub równoległym, co optymalizuje wydajność. A ta, przynajmniej według danych producenta, jest imponująca. Średnie spalanie na poziomie 5,3 l/100 km przy takiej mocy brzmi jak obietnica idealnego kompromisu. Teoretyczny zasięg na jednym baku sięgający 1000 km to kolejny argument, który z pewnością przemówi do wyobraźni polskich kierowców.

Nowa twarz i bogate wnętrze w standardzie

Wraz z wersją hybrydową, OMODA 5 przechodzi facelifting. Nowy, trójwymiarowy grill i przeprojektowane światła do jazdy dziennej, połączone czarną listwą, nadają autu bardziej dojrzały i futurystyczny wygląd. To sygnał, że marka szybko ewoluuje i słucha rynkowych trendów. We wnętrzu bez zmian, co akurat jest dobrą wiadomością. Czekają na nas dwa duże, zakrzywione ekrany o przekątnej 12,3 cala, bezprzewodowy Android Auto i Apple CarPlay oraz ładowarka indukcyjna. Z informacji prasowej wynika też, że inżynierowie przyłożyli się do wyciszenia kabiny, co w tej klasie wcale nie jest oczywistością. Aż 20 systemów wsparcia kierowcy (ADAS) w standardzie to kolejny punkt, który pokazuje, jak poważnie OMODA traktuje europejskiego klienta.

Cena, która wywraca stolik

Dochodzimy do sedna, czyli do elementu, który czyni tę premierę taką sensacją. Ceny. OMODA 5 Hybrid w wersji Comfort startuje od 119 500 zł, a bogatsza odmiana Premium kosztuje 136 500 zł. Powtórzę: 224-konny, w pełni hybrydowy, nowocześnie wyglądający i bogato wyposażony SUV za niecałe 120 tysięcy złotych. To jest oferta, która kompletnie burzy dotychczasowy porządek na rynku. Konkurenci za podobnie wyposażone i znacznie słabsze modele każą sobie płacić o kilkadziesiąt tysięcy więcej. OMODA rzuciła rękawicę i zrobiła to w sposób niezwykle agresywny. Do tego dochodzi długa, 7-letnia gwarancja, która ma uspokoić sceptyków obawiających się o trwałość.

Chińska ofensywa nabiera tempa

Premiera OMODY 5 Hybrid to coś więcej niż tylko debiut nowego modelu. To dowód na to, że chińska ofensywa motoryzacyjna wchodzi w nową, znacznie poważniejszą fazę. To już nie są tylko tanie auta spalinowe czy niszowe „elektryki”. To atak na sam środek rynku, na segment, w którym do tej pory królowały inne marki. Jeśli produkt obroni się w rzeczywistych testach tak dobrze, jak prezentuje się na papierze, możemy być świadkami prawdziwego przetasowania na listach sprzedaży. Jedno jest pewne – na rynku zrobiło się właśnie o wiele ciekawiej.

Share.

Leave A Reply