Zbliżamy się do momentu, w którym jedna z najbardziej kultowych konstrukcji w historii motoryzacji będzie świętować swoje półwiecze, a mowa tu o legendarnej „piątce” z Ingolstadt. To niesamowite, jak decyzja podjęta w połowie lat 70., podyktowana głównie brakiem miejsca pod maską, ukształtowała tożsamość całej marki na kolejne dekady.
Od kompromisu do legendy
Początki bywają prozaiczne i tak też było w tym przypadku, gdy inżynierowie Audi na początku lat 70. stanęli przed dylematem: jak zwiększyć moc, nie psując rozkładu masy auta. Czterocylindrowce były za słabe, a rzędowe „szóstki” po prostu nie mieściły się pod maską planowanego Audi 100 (C2), dlatego postawiono na rozwiązanie pośrednie. Tak narodziła się pierwsza pięciocylindrowa jednostka o pojemności 2,1 litra i mocy 136 KM, która zadebiutowała w 1976 roku, zmieniając postrzeganie marki w segmencie premium.
To był strzał w dziesiątkę, bo silnik łączył kulturę pracy zbliżoną do R6 z ekonomią R4, a nowoczesny jak na tamte czasy wtrysk paliwa zapewniał świetną dynamikę. Już dwa lata później dołączył do niego wolnossący diesel, ale prawdziwa rewolucja nadeszła wraz z turbodoładowaniem w modelu Audi 200 5T.
Dominacja w rajdach i na pikes peak
Nie da się mówić o tym silniku, nie wspominając o złotej erze rajdów, gdzie pięć cylindrów w połączeniu z napędem quattro stało się postrachem konkurencji. Debiutujące w 1980 roku oryginalne Audi quattro z turbodoładowanym silnikiem o mocy 200 KM otworzyło nowy rozdział w historii motorsportu, co szybko potwierdziły tytuły mistrzowskie w 1982 i 1983 roku. Jednak to, co stało się później wraz z nadejściem Audi Sport quattro, przekroczyło wszelkie granice zdrowego rozsądku tamtych czasów.
Skrócony rozstaw osi, cztery zawory na cylinder i lekki blok pozwoliły w wersji cywilnej osiągnąć 306 KM, czyniąc go najmocniejszym niemieckim autem drogowym tamtej epoki. Wersja rajdowa Grupy B generowała abstrakcyjne 450 KM, co pozwoliło Stigowi Blomqvistowi zdominować sezon 1984. Wisienką na torcie był wyczyn Waltera Röhrla, który w 1987 roku wjechał na szczyt Pikes Peak w 598-konnym potworze, ostatecznie pieczętując status tej jednostki jako legendy.
Powrót króla w erze nowoczesności
Choć w latach 90. Audi na chwilę odeszło od tej konstrukcji na rzecz silników V6, w 2009 roku nastąpił wielki powrót w modelu TT RS. Inżynierowie z quattro GmbH (dziś Audi Sport) udowodnili, że poprzecznie montowana „piątka” z turbo i bezpośrednim wtryskiem to idealna recepta na emocje w kompaktowym nadwoziu. Dziś, w najnowszym Audi RS 3, silnik ten jest dopracowany do perfekcji – waży zaledwie 160 kg, posiada aluminiowy blok i innowacyjne rozwiązania, takie jak powłoki plazmowe w cylindrach.
Z mocą 400 KM, dostępną aż do 7000 obr./min, oraz sprintem do setki w 3,8 sekundy, RS 3 jest godnym spadkobiercą rajdowych tradycji. Co ważne, każdy z tych silników jest nadal montowany ręcznie w węgierskich zakładach w Győr, co w dobie masowej robotyzacji dodaje mu jeszcze więcej szlachetności i charakteru.