Francuzi najwyraźniej postanowili, że rok 2026 rozpoczną od trzęsienia ziemi w Brukseli, zamiast serwować nam kolejne odgrzewane kotlety. Citroën wjeżdża na styczniowy salon samochodowy z ofertą, która wygląda na przemyślany atak na niemal każdy segment rynku, od mikromobilności po poważne SUV-y rodzinne. To nie jest zwykła obecność na targach, ale demonstracja siły marki, która po latach poszukiwań własnej tożsamości, wreszcie zdaje się wiedzieć, dokąd zmierza. Na stoisku zobaczymy nie tylko odświeżoną gamę modelową, ale przede wszystkim premierę, która może zmienić nasze postrzeganie aut miejskich – koncept ELO oraz finalistę konkursu Car of the Year, czyli nowego C5 Aircross.

Dla branży motoryzacyjnej Salon w Brukseli, otwierający swoje podwoje 9 stycznia, staje się coraz ważniejszym punktem na mapie, zwłaszcza gdy wielkie marki decydują się tam na światowe debiuty. Citroën pod wodzą Xaviera Chardona i Pierre’a Leclercqa chce pokazać, że innowacyjność to nie tylko puste hasło marketingowe, ale realne rozwiązania w blachach i oprogramowaniu. Konferencja prasowa zaplanowana na piątkowy poranek ma odsłonić karty, ale już teraz wiemy, że Francuzi stawiają na radykalną wszechstronność i odważny design, który albo się pokocha, albo znienawidzi, co w dzisiejszych czasach bezpiecznej stylistyki jest ogromnym atutem. Energię marki ma dodatkowo podkręcać obecność w Formule E oraz mroczna wersja miejskiego hitu Ami.

Mały z zewnątrz, ogromny w środku, czyli fenomen ELO

Najciekawszym punktem programu bez wątpienia jest światowa premiera modelu ELO. To auto to prawdziwe zaprzeczenie współczesnych trendów, gdzie samochody rosną z zewnątrz, a maleją w środku. Citroën zrobił coś odwrotnego: w nadwoziu o długości zaledwie 4,10 metra upchnął możliwość przewiezienia aż sześciu osób. To inżynieryjny majstersztyk, który przypomina najlepsze czasy francuskiej awangardy. Centralne miejsce kierowcy i szyba panoramiczna 180 stopni to ukłon w stronę ergonomii, o której inni zapomnieli, a możliwość obracania fotele i tworzenia mobilnego biura czy sypialni pokazuje, że auto ma być narzędziem do życia, a nie tylko środkiem transportu. Współpraca z markami takimi jak Decathlon i Goodyear sugeruje, że materiały użyte w środku będą trwałe i użytkowe, a nie tylko ładne na zdjęciach, co w aucie „do wszystkiego” jest kluczowe.

Flagowy C5 Aircross walczy o koronę

Podczas gdy ELO to wizja przyszłości, nowy C5 Aircross jest „tu i teraz”, mając za zadanie walczyć o klientów w morderczym segmencie C-SUV. To, że model ten znalazł się w finale konkursu „Samochód Roku”, nie jest przypadkiem. Citroën zrozumiał, że w tej klasie liczy się wybór, dlatego oferuje pełen wachlarz napędów: od hybrydy o zasięgu 950 km, przez sensowną hybrydę plug-in (ponad 100 km na samym prądzie w mieście), aż po wersję w pełni elektryczną z zasięgiem do 520 km. Szczególnie imponuje wersja PHEV, która w cyklu mieszanym ma oferować niemal 1100 km zasięgu – to wynik, który sprawia, że diesle przestają być jedyną opcją na długie trasy. Wnętrze z fotelami Advanced Comfort i nowym systemem multimedialnym to już standard, ale cieszy fakt, że Francuzi nie rezygnują z fizycznego komfortu zawieszenia na rzecz pseudo-sportowych doznań.

Mroczna strona miasta i wyścigowe emocje

Na deser Citroën serwuje nam coś dla fanów miejskiego stylu i sportowych emocji. Małe Ami, które podbiło serca (i portfele) prawie 85 000 klientów, wjeżdża w wersji Dark Side. Matowa czerń i białe akcenty to prosty zabieg stylistyczny, ale skutecznie zmienia wizerunek tego „pudełka” z zabawki w coś bardziej zadziornego. Z drugiej strony spektrum mamy bolid Formuły E, który już w debiucie w São Paulo (przypomnijmy – Nick Cassidy na podium) udowodnił, że Citroën nie wraca do sportu tylko po to, by robić tło dla innych. To połączenie – od powolnego Ami do wyścigowego bolidu – doskonale obrazuje obecną strategię marki: elektryfikacja ma wiele twarzy i każda z nich może dawać frajdę, niezależnie od prędkości maksymalnej.

Share.

Leave A Reply