Początek roku to zazwyczaj czas życzeń i nowych postanowień, ale patrząc na to, jak zmienia się nasza relacja z cyfrowym światem, trudno o bezrefleksyjny optymizm. Jeszcze dekadę temu wierzyliśmy, że globalna sieć przyniesie nam nieograniczoną wolność i zdemokratyzuje wiedzę, tymczasem dzisiaj budzimy się w rzeczywistości pełnej algorytmicznych baniek i cyfrowego hałasu. Badanie „Internet Marzeń”, opublikowane pod koniec minionego roku, dobitnie pokazuje, że Polacy ostatecznie stracili swoją technologiczną niewinność i przestali patrzeć na sieć przez różowe okulary. Wchodzimy w 2026 rok z bagażem doświadczeń, który każe nam traktować internet bardziej jak narzędzie pracy niż magiczne okno na świat, co widać wyraźnie w zmieniających się oczekiwaniach użytkowników.

Analizując nastroje społeczne, można dojść do wniosku, że jako konsumenci staliśmy się niezwykle pragmatyczni, doceniając to, co ułatwia nam życie, a bezlitośnie punktując to, co je komplikuje. Wygoda zakupów online czy sprawność bankowości mobilnej to dzisiaj standard, za który nikt nie bije brawa, natomiast rosnąca fala dezinformacji i wszechobecne boty budzą coraz głośniejszy sprzeciw. Zamiast zachwytu nad kolejną aplikacją, częściej słychać żądania dotyczące prywatności i transparentności, co sugeruje, że okres „dzikiego zachodu” w sieci musi się skończyć. Polacy w 2026 roku chcą internetu, który jest przewidywalny, bezpieczny i przede wszystkim – ludzki, a nie sterowany przez anonimowe skrypty.

Koniec epoki techno-optymizmu

Trudno nie zauważyć, że romantyczna wizja internetu jako oazy wolności umarła śmiercią naturalną gdzieś między rewelacjami Edwarda Snowdena a aferą Cambridge Analytica. Tamte wydarzenia były kubłem zimnej wody, który uświadomił nam, że za darmowy dostęp do usług płacimy walutą znacznie cenniejszą niż pieniądze – naszą prywatnością. Dziś, gdy rozmawiamy o sieci, rzadko używamy słów takich jak „niezależność” czy „wspólnota”, a znacznie częściej pojawiają się terminy: regulacje, deepfake czy ochrona zdrowia psychicznego. To znamienne przesunięcie akcentów, które pokazuje, że jako społeczeństwo dojrzeliśmy do stawiania trudnych pytań gigantom technologicznym.

Użyteczność kontra wiarygodność

Fascynujący jest rozdźwięk między tym, jak oceniamy techniczne aspekty sieci, a tym, co myślimy o treściach w niej zawartych. Z jednej strony aż 71% badanych chwali działanie bankowości czy kalendarzy online, co dowodzi, że internet jako infrastruktura sprawdza się znakomicie. Z drugiej jednak strony, zaufanie do informacji znalezionych w sieci szoruje po dnie, a zaledwie 28% użytkowników uważa dominujące treści za wartościowe. To brutalna weryfikacja dla twórców i wydawców – zbudowaliśmy świetne autostrady do przesyłania danych, ale wpuściliśmy na nie mnóstwo śmieciarek. Polacy wyraźnie sygnalizują, że mają dość bycia towarem dla reklamodawców i celem dla manipulatorów, oczekując powrotu do korzeni, czyli rzetelnej informacji.

Wojna z botami i nadzieja na 2026

Patrząc w przyszłość, widać jednak światełko w tunelu, choć jest to optymizm bardzo ostrożny i warunkowy. Blisko 40% z nas wierzy, że sieć może stać się miejscem bardziej inkluzywnym i bezpiecznym, ale pod pewnymi warunkami. Najważniejszym postulatem, pod którym podpisuje się aż 81% respondentów, jest wyeliminowanie botów i fałszywych kont. To krzyk o autentyczność w świecie, w którym coraz trudniej odróżnić człowieka od algorytmu AI. Życzenie Polaków na ten rok jest więc proste: chcemy odzyskać kontrolę nad naszymi danymi i mieć pewność, że po drugiej stronie ekranu odbywa się prawdziwa interakcja, a nie symulacja mająca na celu drenaż naszych portfeli czy zmianę poglądów politycznych.

Share.

Leave A Reply