Żyjemy w czasach, w których nasze samochody są jeżdżącymi komputerami, a my sami nie ruszamy się z domu bez smartfona, traktując go jak centrum dowodzenia światem. Wydawać by się mogło, że przy takim dostępie do technologii, jesteśmy najlepiej poinformowanym społeczeństwem w historii. Niestety, najnowsze dane płynące z raportu ClickMeeting działają jak kubeł zimnej wody wylany na nasze cyfrowe ego. Okazuje się, że w sytuacji realnego zagrożenia – czy to cyberataku paraliżującego infrastrukturę, czy nagłego konfliktu – większość z nas byłaby kompletnie zagubiona. To niepokojące, zwłaszcza gdy uświadomimy sobie, że w chaosie informacyjnym podejmujemy decyzje dotyczące bezpieczeństwa naszych rodzin, a błędna informacja z mediów społecznościowych może mieć skutki równie tragiczne, co awaria systemów w nowoczesnym pojeździe.
Lektura tego badania skłania do głębszej refleksji nad naszą odpornością na chaos informacyjny. Zaskakuje mnie fakt, że tylko 37 proc. Polaków wie, gdzie szukać oficjalnych, wiarygodnych informacji rządowych w sytuacji kryzysu. To oznacza, że ponad 60% społeczeństwa w momencie próby będzie skazana na plotki, domysły lub – co gorsza – celową dezinformację. W kontekście motoryzacyjnym przypomina to jazdę we mgle bez świateł przeciwmgłowych i nawigacji. Polegamy na intuicji tam, gdzie potrzebna jest twarda wiedza i sprawdzone procedury. Aż 21% badanych przyznaje wprost, że nie ma pojęcia, dokąd się skierować po rzetelne komunikaty. W świecie, gdzie jeden tweet może wywołać panikę na stacjach benzynowych (co już w Polsce przerabialiśmy), taka niewiedza jest po prostu niebezpieczna.
Sztuczna inteligencja – pomocnik czy wróg?
Interesująco wygląda nasz stosunek do sztucznej inteligencji, która coraz śmielej wkracza również do systemów multimedialnych w naszych autach. Z jednej strony zachwycamy się asystentami głosowymi, z drugiej – jesteśmy niezwykle nieufni. Badanie pokazuje, że blisko ¾ Polaków (73 proc.) uważa, że powszechna dostępność AI zwiększa ryzyko dezinformacji i cyberzagrożeń. Co ciekawe, zaledwie 7 proc. z nas ufa jej bezkrytycznie. To zdrowy objaw sceptycyzmu, który w erze deepfake’ów i generowanych maszynowo newsów może być naszą tarczą. Większość respondentów (57 proc.) deklaruje ograniczone zaufanie i weryfikację danych podawanych przez algorytmy. To dobry prognostyk, choć wciąż tylko 30 proc. badanych zawsze weryfikuje źródła treści w Internecie przed ich podaniem dalej. Ta dysproporcja między nieufnością do technologii a lenistwem w sprawdzaniu faktów jest zastanawiająca.
Facebook zamiast oficjalnych komunikatów
Jako społeczeństwo mamy niebezpieczną tendencję do traktowania mediów społecznościowych jak wyroczni. Aż 40 proc. wskazuje social media jako główne źródło wiedzy o świecie. W sytuacji kryzysowej algorytmy Facebooka czy X (Twittera) promują treści budzące emocje, a niekoniecznie te prawdziwe. Jeśli dodamy do tego fakt, że informacje czerpiemy też z portali internetowych (62 proc.) i od znajomych (blisko ¼), tworzy się nam obraz głuchego telefonu. Brakuje nam nawyku sięgania do źródeł rządowych czy komunikatów służb, co w przypadku realnego zagrożenia – np. paraliżu sieci drogowej w wyniku ataku hakerskiego – może prowadzić do fatalnych decyzji logistycznych. Cyberbezpieczeństwo to nie tylko antywirus w komputerze, to także higiena informacyjna, której ewidentnie nam brakuje.
Luka edukacyjna do natychmiastowego wypełnienia
Najbardziej uderzająca w tym wszystkim jest nasza bierność w zakresie edukacji. Mimo że boimy się cyberataków, nie robimy niemal nic, by się przed nimi bronić. Tylko 20 proc. ankietowanych brało kiedykolwiek udział w szkoleniu lub webinarze poświęconym cyberbezpieczeństwu. To przepaść. Dostawcy technologii, tacy jak ClickMeeting, podkreślają wagę zgodności z RODO i certyfikowanych centrów danych, ale technologia to tylko narzędzie. Bez świadomego użytkownika, który potrafi odróżnić phishing od prawdziwego maila lub fake newsa od rzetelnej informacji, nawet najlepsze zabezpieczenia na nic się nie zdadzą. Warto też zwrócić uwagę na pochodzenie oprogramowania – co czwarty badany uznaje kraj pochodzenia usługi za kluczowy dla bezpieczeństwa danych. W czasach globalnych napięć, to kryterium powinno zyskiwać na znaczeniu, zarówno przy wyborze komunikatora, jak i oprogramowania do zarządzania flotą pojazdów.