Dokładnie rok temu opublikowaliśmy test spalinowej kosy Lider GKS 43. Był to wtedy jeden z najtańszych dostępnych na rynku modeli. Również teraz, patrząc na ceny kos, model ten dalej wydaje się tanim zakupem. Poprzedni test zakończyłem stwierdzeniem, iż dzięki dwuletniej gwarancji możemy przez ten czas spokojnie pracować a potem użytkować do pierwszej awarii i kupić nowego Lidera.

Poprzedni test choć szczegółowy i dokładny nie mógł ocenić jednej z najważniejszych cech tego typu urządzeń. Dopiero „test długodystansowy” mógł sprawdzić wytrzymałości Lidera. Teraz po dokładnie 365 dniach mogę na ten temat powiedzieć cos więcej. Podczas tego czasu kosa nie była oszczędzana, zużyła dwie głowice – obie niestety popękały i rozleciały się. A także dwie pary szelek – oryginalne jak już wspomniałem podczas poprzedniego testu były bardzo niewygodne i szybko zostały wymienione. Drugie natomiast, znacznie wygodniejsze, w związku z tym że kosę używało kilkanaście osób i każda chciała dopasować je do swojego wzrostu, rozleciały się. Dodatkowo podczas testu zużyto ponad 100 litrów paliwa i 45 metrów żyłki.

Jak już wcześniej wspomniałem, z kosy korzystało kilkanaście osób, żadna z nich „nie pieściła się” z Liderem. Kosa nie miała lekko.  A mimo tego podczas tego okresu GKS 43 ani razu nie odmówił posłuszeństwa.

Na koniec zeszłego sezonu kosa została wyczyszczona i przygotowana do zimy. Silnik został opróżniony z paliwa a do komory spalania wlano olej do dwusuwów. Tak zakonserwowane urządzenie przezimowało oczekując na sezon 2017.

Po zimowej przerwie miałem pewne obawy czy kosa dalej będzie nadawała się do użytku. Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu Lider po zalaniu paliwem odpalił już od pierwszego pociągnięcia linką rozrusznika i działała jak nowa. Okazuje się że nawet niedrogie urządzenia nie muszą być „jednorazowe”. Co prawda części eksploatacyjne takie jak głowica czy szelki nie wytrzymały próby czasu ale ich wymiana kosztowała poniżej 50zł.

TEKST I ZDJĘCIA: JW

8.8 Wytrzymała

Lider GKS 43 choć kosztował niecałe 300zł jest całkiem wytrzymałym urządzeniem. Choć zużył dwie pary szelek, dwie głowice, dziesiątki metrów żyłki to jego szkielet i silnik pozostały nienaruszone. A nie miał lekko: różni użytkownicy, setki godzin pracy, wysoka trawa, żaden z tych czynników nie spowodował unieruchomienia kosy. To znacznie więcej niż mogłem oczekiwać za jedyne 289zł

  • User Ratings (3 Votes) 6.5
Share.

About Author